KrajKaczyński: Musimy odrzucić wielką ofensywę zła

Kaczyński: Musimy odrzucić wielką ofensywę zła

Prezes PiS Jarosław Kaczyński
Prezes PiS Jarosław Kaczyński / Źródło: PAP / Andrzej Grygiel
Dodano 207
– Alternatywą dla nas jest czas przeszły, w którym nic nie można zrobić i wszystko jest niemożliwe. Czas przeszły wzbogacony o wielką ofensywę zła. Musimy odrzucić wielką ofensywę zła – powiedział w Katowicach prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Prezes PiS podkreślił, że poparcie społeczne dla swojej formacji traktuje jako zobowiązanie do wytężonej pracy dla Polski. Jak dodał, celem kongresu PiS w Katowicach jest wyznaczanie kierunków pracy i rozwiązań, które przyjmie obóz Zjednoczonej Prawicy. – Tego, co wiąże się z jej efektywnością, by ta praca służyła Polakom i Polsce. To drugie spotkanie naszych działaczy w tym miejscu. Takie spotkanie miało miejsce cztery lata temu, to też była konwencja programowa i przyniosła bardzo dobre rezultaty. Ta jest podobna, ale jednocześnie inna, bo wtedy nie byliśmy pewni, że uda się wygrać wybory, a w szczególności, że będziemy samodzielnie rządzić i zmieniać kraj. To różnica bardzo ważna. Nie wiedzieliśmy wtedy, czy ten program, który układamy zostanie zrealizowany. Ze wszystkich stron słyszeliśmy, że nie. Dzisiaj wiemy, że można wygrać i wiemy, że można zrobić. Wtedy nie wiedzieliśmy, czy utrzymamy poparcie, zdołamy uzyskać wiarygodność – wyliczał.

Jarosław Kaczyński powiedział też, że wiarygodność PiS oraz wysokie poparcie społeczne to znakomity punkt startu. – Nie możemy uczynić niczego, co by spowodowałoz że ten wielki dorobek zostanie zmarnowany, że stracimy to, co zyskaliśmy. Zaczynamy z dobrego punktu. Teraz od nas zależy, czy będziemy mogli iść dalej skutecznie. Po to, aby iść dalej potrzebujemy nowego programu. Programu kontynuacji, ale tam, gdzie trzeba, także zmiany. Programu, który będzie skierowany do wszystkich Polaków. Programu stabilizacji i spokoju. Programu, który będzie zapewniał nam rozwój, sprawiedliwy podział owoców tego rozwoju. To oznacza, że stoją przed nami bardzo ważne wyzwania, odnoszące się do wszystkich sfer naszego życia – mówił.

Kaczyński: Polska jest dla nas wielką wartością, warto być Polakiem

Według prezesa PiS, najważniejsze wyzwanie odnosi się do "wielkiego programu społecznego i polityki wzrostu". – Musimy pamiętać, a ja w to wierzę, że wszyscy uczestnicy tego spotkania przyjmują takie założenie, iż nie możemy niczego uronić z tego, co zostało już przekazane społeczeństwu. Jednocześnie musimy szukać wszystkich zasobów wzrostu, bo one istnieją. Tych zasobów, które daje nam rozwój nauki i techniki. Z tego też musimy umieć korzystać. Wreszcie jest pytanie o zasoby finansowe i to te, które mamy w kraju i zewnętrzne. Grzechem byłoby z tego nie skorzystać. Musimy mieć tego rodzaju program, musimy go wypracować. To nasze główne, trudne, ale możliwe zadanie. Można to zrobić. Można uczynić nasz kraj lepszym niż dzisiaj. Dobra zmiana musi być kontynuowana. Musi trwać dobry czas dla Polski. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, co zrobić, by ten dobry czas trwał. Demokracja przedstawicielska zmusza do myślenia w rytmie parlamentarnych kadencji. Trzeba jednak myśleć na wiele lat do przodu, bo tylko wtedy można mieć realne sukcesy. Nie każdy problem da się rozwiązać w cztery lata. To jest bardzo ważne dlatego, by dobry czas Polski i Polaków trwał. A powinien trwać i musi trwać. Polska jest dla nas wielką wartością, warto być Polakiem – mówił.

– Polska musi pozostać wyspą wolności, bo jesteśmy wyspą wolności. Choć niektórzy chcą to zmienić i zakłócić. Jesteśmy wyspą wolności i dlatego jesteśmy tak cenni dla współczesnego świata. Musimy uczynić wszystko, by to trwało. To może trwać tylko w oparciu o sukcesy w innych dziedzinach. Alternatywą jest czas przeszły, w którym nic nie można zrobić i wszystko jest niemożliwe. Czas przeszły wzbogacony o wielką ofensywę zła. Musimy odrzucić wielką ofensywę zła – powiedział.

Czytaj także:
"Niech pan mnie nie denerwuje". Arłukowicz kpi z wyborcy, internauci komentują

/ Źródło: DoRzeczy.pl
/ kga

Czytaj także

 207
  • Kaczyu IP
    Kaczyński sobie też staż plus sam we głowie obliczył?
    Dodaj odpowiedź 2 0
      Odpowiedzi: 0
    • W mrokach chrześcijaństwa IP
      Nauka odkryła słabość biblijnej wiedzy i niedorzeczność rojeń teologicznych, biorących początek w Księdze Rodzaju i Ewangelii.

      Nie udało się więc pomimo ogromnych wysiłków katechetów i misjonarzy, stosów i grozy wiecznego potępienia, zrobić z wymysłów starego żydowskiego pisma, księgi nauki, prawdy i zbawienia.

      Biblijny obraz i sposób pojmowania Boga i religii zarazem, spychają nas daleko w przeszłość, wywołując uczucie niedosytu i rozczarowania, które w konsekwencji prowadzić muszą do dalekich od prawdy, często niepoważnych skojarzeń i refleksji.

      Idea chrześcijańska nie jest ideą nową, a jest tylko jedną z form judaizmu. Zakiełkowała nieśmiało w Judei, z czasem poszerzyła swe wpływy tak, by w końcu eksplodować potężnie na wzór erupcji wulkanu, rozprzestrzeniając tym aktem na długie wieki żydowski sposób myślenia i pojmowania świata. W judaizmie są też jej korzenie i cały jej sens. Z judaizmu zapożyczyło chrześcijaństwo swego Boga, tam ma początek jego świat i życie, tam w końcu przedstawiony jest Dekalog podstawa porządku i moralności chrześcijańskiej. Do Starego Testamentu chrześcijaństwo dodało tylko Nowy Testament, lecz nie po to, by mu zaprzeczyć, a po to, by go dopełnić, a Jezus — Mesjasz - miał być pomostem łączącym Stare z Nowym. Jezus mówi: „Nie przyszedłem zwalczać, a uzupełnić". Chrześcijaństwo jest więc uzupełnieniem, by nie rzec echem judaizmu, toteż prawidłowa jego nazwa brzmieć powinna judeochrześcijaństwo. Chrześcijaństwo nie powstało bynajmniej z Bożego nakazu, nie jest też wynikiem naturalnej ewolucji obrastającego legendą judaizmu, czy może walk i sporów w jego obrębie. Chrześcijaństwo powstać mogło i utrwalić się jedynie wobec palącej potrzeby uciśnionego ludu izraelskiego, a więc niesłychanej niedoli szerokich mas społecznych oraz, jak czas pokazał, dumy narodowej i w końcu pragnienia wolności podbitego narodu. Chrześcijaństwo wyrosło więc z potrzeby chwili i przez nią w zasadzie zostało zainspirowane.

      Świat ogromnego wyzysku i nierówności społecznej, świat bezsilności prostego ludu, świat nędzy, chorób, głodu i rozpaczy, przyjął z entuzjazmem ideologię sprawiedliwości choćby nawet w życiu przyszłym, a ta objawiła się światu w postaci Jezusa z Nazaretu, który mienił się być Synem Bożym, a przez ewangelistów zwany Mesjaszem, Odkupicielem, Chrystusem. Fundament jego nauki jest prosty i czytelny. Zapowiada rychły koniec świata i ponowne jego zejście w chwale na obłokach. Wtedy będzie sądzić żywych i umarłych. Uciemiężony lud prosty czeka nagroda, a grzeszników, bogaczy i niewiernych kara. Realizują się więc marzenia ludu o dopełnieniu się sprawiedliwości, choćby w życiu przyszłym, której lud prosty pozbawiony był na ziemi. Naród chwyta więc i rozwija tę ideę, uzupełnioną malowniczo przez Nazarejczyka w przypowieści o bogaczu i Łazarzu:

      "Był bogacz, który przyodziewał się w purpurę i bistor i dzień w dzień ucztował wesoło i wystawnie. Przed jego drzwiami leżał żebrak imieniem Łazarz, cały pokryty wrzodami. Jak chętnie byłby nasycił się tym co spadało ze stołu bogacza! Lecz nikt nic mu nie podał, a tylko psy przychodziły i lizały rany jego. W końcu żebrak umarł, a aniołowie przenieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pochowany. A podniósłszy oczy swoje, gdy był w mękach, ujrzał Abrahama z daleka i Łazarza na łonie jego. A on wołając rzekł: Ojcze Abrahamie! zmiłuj się nade mną, a poślij Łazarza, aby umoczył koniec palca swego w wodzie, aby ochłodził język mój, bo cierpię męki w tym płomieniu.

      I rzekł mu Abraham: Synu! wspomnij, żeś odebrał dobra za żywota twego, a Łazarzowi w równej mierze zło, a teraz on ma pociechę, a ty męki cierpisz".

      Wobec braku rzetelnych materiałów historycznych niewiele możemy o Jezusie powiedzieć. Przyjmujemy więc jedynie tylko te skąpe i kontrowersyjne zresztą wiadomości zapisane w czterech Ewangeliach, a obejmujące zaledwie parę miesięcy jego życia, choć i te nie mają potwierdzenia historycznego. Nie ukazują ponadto Jezusa w sposób na tyle jasny, by przywołać jego nawet przybliżony obraz. Cała praktycznie wiedza o Jezusie jest ciągle wielką niewiadomą i pozostanie nią pewnie na zawsze.

      Pewne jednak jest to, że Jezus jakiego się powszechnie ubóstwia nie istniał nigdy.

      Dla chrześcijaństwa nie ma jednak ten fakt najmniejszego znaczenia. Nie jest ważne nawet to, czy Jezus faktycznie istniał, ważna jest natomiast wiara w przedstawione fakty biblijne i nauki Kościoła, a zatem w stworzoną przez człowieka podstawę filozofii chrześcijańskiej.

      Można więc uznać fundament chrześcijaństwa za tezę teologiczną, bez potrzeby (ani możliwości) udowadniania jakichkolwiek faktów.

      Warto jednak zwrócić uwagę, że narodziny Jezusa to tragiczny okres w dziejach Izraela. Jeśli bowiem pominiemy wzruszającą scenkę ze stajenką i pastuszkami, najbardziej uderza nas los niewinnie pomordowanych z rozkazu Heroda dzieci i wynikającą stąd rozpacz ich matek.

      Chrześcijaństwo zapożyczyło od judaizmu Boga, a wraz z nim przejęło judaistyczną tradycję, literaturę i żydowskie legendy i baśnie. Wspólne korzenie, czyli braterstwo judaizmu z chrześcijaństwem nie budzą zatem najmniejszych wątpliwości. Chrześcijaństwo wprawdzie poszerza izraelskiego Boga o dwie dodatkowe osoby boskie, nawiązuje jednak do aktu stworzenia pierwszego człowieka, upatrując w tym, na pocieszenie niejako, przynależności całego rodzaju ludzkiego do rodziny Przedwiecznego. Z czasem jednak Bóg zawiera przymierze z Abrahamem i tym aktem stają się Żydzi Narodem Wybranym, a inne narody ludźmi drugiej kategorii. Od tej chwili Bóg Ojciec stał się Bogiem Narodu Wybranego wyłącznie (mającego w pogardzie inne narody świata), a księgi żydowskie stały się po latach Świętymi Księgami chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo zatem z racji uwielbiania żydowskiego Boga, poczuwało się do obowiązku przesadnego uwielbiania tej rasy, a chrześcijańskie stowarzyszenia biblijne wydając miliony na druk i popularyzację Pisma Świętego, popularyzują w istocie literaturę i historię żydowską i pozyskują dla niej rzesze wielbicieli.

      Obie religie nie mogą więc bez siebie istnieć, a walka jaką przeciw sobie toczą, jest tylko walką o wpływy i finanse. Walka ta jednak, dla wspólnego dobra, nie może się zakończyć unicestwieniem żadnej z nich. Jak długo więc istnieć będzie chrześcijaństwo, tak długo istnieć będzie judaizm i vice versa. Miało przyjść Królestwo Boże, a przyszedł Kościół - św Paweł.
      Dodaj odpowiedź 6 5
        Odpowiedzi: 1
      • TU mann IP
        …"Musimy odrzucić wielką ofensywę zła"...pozwulcie tlustym kotom przyjs do mnie … bla...bla...pinokio aborcjonista...
        Dodaj odpowiedź 5 3
          Odpowiedzi: 0
        • Chciwość grzech glówny kościoła IP
          Niespodziewany wynik eurowyborów odsunął na dalszy plan temat numer jeden poprzednich kilku tygodni - wielką aferę pedofilską w Kościele. Episkopat mógł odetchnąć z ulgą i przestać bić się w piersi. Zapewne do kolejnego spektakularnego wydarzenia.

          Nie wróży to dobrze polskiemu Kościołowi, bo widać, że zachowuje się nie jak wspólnota religijna przesiąknięta troską o życie wieczne swoich współwyznawców, ale jak korporacja, która nie martwi się specjalnie chorobami drążącymi strukturę do czasu, aż nie zaczną one wpływać niekorzystnie na jej wizerunek.

          Piszę ten tekst z osobistej perspektywy. Problemami Kościoła zajmuję się z przerwami od 17 lat i w tym czasie targały mną różne emocje, od ekscytacji odkrywaniem pilnie skrywanych faktów, poprzez zdumienie, jak mało pośród hierarchii było chęci naprawienia błędów, aż po zwykłe zniechęcenie. Jeśli po tych wszystkich latach miałbym wskazać najważniejszą barierę blokującą naprawę moralną Kościoła, to (abstrahując od szeroko analizowanej w ostatnich tygodniach obojętności biskupów na krzywdę molestowanych dzieci i młodych kleryków), wskazałbym chciwość. Drugi z grzechów głównych.

          Pierwsze moje dziennikarskie śledztwo związane z Kościołem wiąże się z popularnym na przełomie wieków procederem wykorzystywania prawa o związkach wyznaniowych do prowadzenia intratnych biznesów. Był to czas przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, kiedy na wiele towarów obowiązywały cła. Dlatego też wielu cwaniaków czy wręcz przestępców związanych m.in. z najważniejszymi warszawskimi gangami zaczęło zakładać niszowe Kościoły oparte na chrześcijaństwie i sprowadzać (oficjalnie dla celów kultowych, a jakże) samochody, komputery, kserokopiarki, a nawet hektolitry wina. Wszystko oczywiście bez cła i w jednym celu - szybko wszystko sprzedać z zyskiem. Dochodziło wtedy do takich absurdów, że znani i brutalni gangsterzy o wdzięcznych ksywach „Baryła” oraz „Przeszczep” stawali się nagle biskupami. Przed kolejnymi sylwestrami sprowadzali np. ciężarówki szampanów, twierdząc że potrzebne są do odprawiania mszy. Kto bowiem zabroni, by zamiast wina podczas podniesienia używać alkoholu z bąbelkami.

          Jednym z najważniejszych sposobów dorabiania się tych grup stało się w pewnym momencie wydawanie fałszywych zaświadczeń o darowiznach, jakie biznesmeni mieli przekazywać pseudokościołom - i otrzymywać z tego tytułu zwrot podatku. Na papierze przedsiębiorca wpłacał grupie religijnej dajmy na to 100 tys. zł (i takie dostawał zaświadczenie do urzędu skarbowego), a faktycznie dawał 10 do 20 tys. zł. Kiedy zainteresowałem się tematem, postanowiłem zrobić tzw. wcieleniówkę. Czyli odegrać rolę biznesmena - oszusta. Okazało się jednak, że znajdujące się w wykazie MSWiA związki wyznaniowe o dziwacznych nazwach, to w zdecydowanej większości grupy złożone z może trochę dziwacznych, ale jednocześnie bardzo uczciwych ludzi. Niektórzy wręcz, po wysłuchaniu mojej propozycji korupcyjnej, szczerze martwili się o mnie i oferowali pomoc duchową.

          Kiedy temat zaczął się sypać, jeden ze znajomych biznesmenów poddał mi nowy trop. Jego zdaniem głównym siedliskiem zła nie były wcale małe grupy religijne, ale te wielkie. Nie wchodząc w szczegóły, zdradzę tylko, że w krótkim czasie udało mi się „skorumpować” niemal dziesięciu przedstawicieli krakowskich parafii rzymskokatolickich, jednego wysoko postawionego zakonnika oraz proboszcza parafii polskokatolickiej. Część z nich wprost tryskała wiedzą na temat tego procederu i chętnie dzieliła się radami, jak zmniejszyć prawdopodobieństwo wpadki przed urzędem skarbowym. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak tę skłonność do łamania prawa i oszukiwania instytucji państwowych łączyli z wiarą w Boga. I żałuję, że żadnemu z nich tak podstawowego pytania nigdy nie zadałem.

          Latami ostrzegałem hierarchów, że źle wyjdą na interesach z byłem esbekiem. Nie chcieli słuchać. Doraźne zyski były ważniejsze.

          Kilka miesięcy później trafiłem na temat, który stał się jedną z głównych spraw, jaka pochłaniała mnie przez długi czas. Była nią słynna w późniejszych latach historia Komisji Majątkowej, czyli dziwacznej instytucji kościelno-rządowej, utworzonej w 1989 r. w celu przekazywania ziemi jako rekompensaty za mienie zagrabione Kościołowi katolickiemu w czasach PRL. Dziwacznej o tyle, że umocowanej w sposób urągający kulturze prawnej każdego cywilizowanego kraju. Okazało się bowiem, że od decyzji Komisji nie można się nigdzie odwołać, co jawnie świadczyło o niekonstytucyjności jej charakteru. Zapewniało przy tym bezkarność i pozwalało legalizować poczynania na granicy złodziejstwa. W Krakowie zdarzyło się na przykład, że opiewające na 90 mln zł roszczenia cystersów Komisja rozpatrzyła w taki sposób, że na prośbę pełnomocnika zakonu wskazała siedem działek należących do miasta. Problem w tym, że każda z tych działek miała charakter inwestycyjny, a niektóre były wystawione na przetarg. W jednym z przypadków oferenci zdążyli nawet wpłacić wadium. Nie bacząc na trwające w magistracie postępowania, Komisja po prostu zabrała miastu atrakcyjne tereny i przekazała je cystersom. Takich spraw w Krakowie i całej Polsce były dziesiątki.

          Szczególnie bulwersujące było to, że głównym rozgrywającym w procesie odzyskiwania kościelnego mienia okazał się były funkcjonariusz SB, Marek P., który reprezentował wiele polskich parafii, zgromadzeń, seminariów, a nawet biskupstw. Pamiętam rozmowę z ks. Bronisławem Fidelusem, ówczesnym archiprezbiterem bazyliki Mariackiej, który podczas procesu odzyskiwania utraconych w PRL gruntów, również korzystał z pośrednictwa esbeka. - Pan Marek P. prowadzi sprawy restytucji mienia kościelnego bardzo skutecznie. Jest w tym wyjątkowym specjalistą - stwierdził.

          I tyle. Pieniądze okazały się jedynym kryterium doboru ze strony instytucji roszczącej sobie prawo do ocen moralnych milionów ludzi na ziemi. Fidelus przyznał, że nigdy nie rozmawiał z Markiem P. o jego przeszłości, bo nie czuł takowej potrzeby. Zastrzegł też, że zatrudnił go tylko z uwagi na jego wcześniejsze kontakty z episkopatem. To prawda, kariera P. w środowisku najważniejszych polskich hierarchów była zadziwiająco błyskotliwa i do dziś nie wiadomo, czy nie kryły się za nią kompromitujące akta z archiwów SB.

          Faktem pozostaje, że P. był częstym gościem byłego sekretarza generalnego Episkopatu Polski biskupa Piotra Libery, doradzał w sprawach finansowych biskupowi bielsko-żywieckiemu Tadeuszowi Rakoczemu oraz biskupowi archidiecezji katowickiej Damianowi Zimoniowi. Wszyscy oni byli informowani przez historyków z IPN o agenturalnej przeszłości Marka P. Żaden nie zareagował, dalej kontynuując współpracę z byłym esbekiem. Dlaczego? Odpowiedź jest chyba prosta: przeważyła chciwość.

          Kiedy sekretarzem generalnym w 1998 r. został biskup Piotr Libera, do Warszawy przyjechał z nim cały zaciąg duchownych ze Śląska, m.in. kolega ze studiów Libery, ks. Tadeusz Nowok, pełniący wtedy funkcję proboszcza w Bielsku-Białej. To on stanął niespodziewanie na czele Komisji Majątkowej i to on ściągnął swego przyjaciela Marka P.

          Kościołowi było wtedy bardzo dobrze. Tandem zaczął skutecznie walczyć o potężne tereny jako rekompensaty za mienie odebrane Kościołowi. Podstawą roszczeń były wyceny dokonywane przez zaprzyjaźnionych rzeczoznawców z Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa. Zaniżali oni wartość gruntów, przez co instytucja starająca się np. o 10 mln zł zadośćuczynienia, otrzymywała dużo więcej atrakcyjnej ziemi niż się należało. Czasem wycena była zaniżona niemal 20-krotnie! Potem, co atrakcyjniejsze działki przytulali do siebie Nowok z Markiem P., odkupując je od parafii. W jednym z przypadków przewodniczący Komisji Majątkowej najpierw uzyskał grunty dla swej bielskiej parafii, a potem sprzedał ją osobie prywatnej - Tadeuszowi Nowokowi, czyli samemu sobie. Inną, przy wyciągu na bielską Szyndzielnię, kupił sam były esbek.

          Kościelne instytucje co najmniej od mojej pierwszej publikacji w „Newsweeku” wiosną 2003 r. wiedziały o przekrętach dokonywanych przez utalentowany duet, a od sierpnia tego samego roku - o przeszłości Marka P. I co prawda zamieniono wtedy ks. Nowoka na ks. Mirosława Piesiura, ale kariera esbeka trwała w najlepsze. Wielokrotnie ostrzegałem hierarchów, że w końcu pożałują tej współpracy, ale nie słuchali. Dopiero w 2010 roku cystersi i krakowskie siostry norbertanki stracili do niego zaufanie, gdy zorientowali się, że przez lata ich oszukiwał, wyciągając za bezcen co najlepsze kąski z odzyskanego tortu. Stało się tak jednak dopiero wtedy, gdy prokuratura oskarżyła Piotrowskiego najpierw o oszustwo, a potem o machlojki przy wycenach gruntów przed Komisją i korumpowanie jej członków, na czym Skarb Państwa stracił ponad 30 mln zł. Zarzuty dostał także ks. Piesiur, co świadczy jednoznacznie, że dymisja ks. Nowoka była jedynie teatrem, a jego następca niczego nie naprawił, tylko co najwyżej rozwinął niecny proceder.

          Chciwość, która każe hierarchom przymykać oczy na przestępstwa, dopóki mają w tym zysk, to obok grzechu nieczystości główne źródło problemów, które ciągną dziś polski Kościół na dno. Na razie świątynie są jeszcze w miarę pełne, ale tak było też w ultrakatolickiej do niedawna Irlandii. Aborcja była tam nielegalna, homoseksualizm zakazany, rozwody niemożliwe , a na msze uczęszczało 80 proc. obywateli. Dziś w tej samej Irlandii możliwa jest aborcja na życzenie do 12. tygodnia ciąży, zawierane są małżeństwa homoseksualne, a o obu kwestiach zdecydowali obywatele w referendum. Na dokładkę kościoły świecą pustkami, zaś liczba kandydatów do stanu duchownego spadła niemal do zera. Polscy biskupi, broniąc swych grzesznych twierdz, idą drogą Irlandii i tak naprawdę służą ekspresowej laicyzacji kraju.

          Wprawdzie nie ma we mnie wiary, ale jest umiłowanie prawdy. Przebudzenie więc jest konieczne i nieuniknione, a potrzebne szczególnie narodowi polskiemu, który w granicach zjednoczonej Europy tracić zaczyna zwolna swą tożsamość narodową. Odciąć więc musi się naród polski od biblijnych, odcinających go od własnych, legend i baśni i powrócić do swych dawnych, starych słowiańskich korzeni.
          Dodaj odpowiedź 5 5
            Odpowiedzi: 0
          • Dupcyngier IP
            youtube
            Dodaj odpowiedź 1 0
              Odpowiedzi: 0

            Czytaj także