"Śmiertelny błąd Kościoła"

"Śmiertelny błąd Kościoła"

Dodano: 237
Uczestnicy protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie
Uczestnicy protestu przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego przed kościołem Świętego Krzyża w Warszawie / Źródło: PAP / Piotr Nowak
JAK NAS PISZĄ NA WSCHODZIE II Na ulicach polskich miast policjanci „brutalnie biją” kobiety, Kaczyński jest gorszy od Łukaszenki, a działania Warszawy słusznie są krytykowane przez bardziej cywilizowane kraje Zachodu. Brzmi jak relacja antypisowskiej opozycji, zacytowana przez lewicowo-liberalne media z Niemiec czy Francji. Tymczasem takie tezy padły w programie kremlowskiego propagandzisty.

Władimir Sołowjow to chyba największa gwiazda rosyjskich mediów państwowych. Do swojego programu „Sołowjow Live”, wyemitowanego dwa dni temu, kremlowski propagandzista zaprosił Mateusza Piskorskiego, prorosyjskiego politologa i polityka, cztery lata temu aresztowanego w związku z zarzutem współpracy z wywiadami rosyjskim i chińskim. Piskorski wystąpił jako ekspert od sytuacji nad Wisłą. Sołowjow z satysfakcją zauważył, że ten sam polski rząd, który jeszcze niedawno „pouczał” władze Białorusi, krytykując za brutalną pacyfikację protestów, teraz sam zajmuje ostre stanowisko wobec demonstracji we własnym kraju.

Oczywiście, ani prowadzący, ani jego gość nie wspomnieli słowem o wulgarnym i agresywnym charakterze proaborcyjnych wystąpień na ulicach polskich miast. Obaj wytykali za to hipokryzję polskiego rządu. Z rozmowy wynikało, że Warszawa zachowuje się nawet gorzej niż Mińsk. Tym bardziej, że polski rząd użył już wojska, do czego nawet Łukaszenka się nie posunął (to, że chodzi jedynie o żandarmerię wojskową, już uczestnikom programu umknęło). Obaj krytykowali rzekomą brutalność polskiej policji, która „bije polskie kobiety”. W tym kontekście Piskorski wspomniał o oficerze ABW, który wjechał w tłum demonstrantów. Nie opisał okoliczności, nie dodał, że sprawca został zatrzymany – z wypowiedzi mogło nawet wynikać, że wjechał „służbowo”, jako agent właśnie... Wprost taka teza wprost nie padła, ale niedopowiedzenie było znaczące. Piskorski stwierdził, że Łukaszenka miał powody, by nazywać protesty „próbą destabilizacji sytuacji w kraju, kierowaną z zewnątrz”, a konkretnie – z Polski. Natomiast już ani Kaczyński, ani Morawiecki takiego prawa nie mają – bo akurat „strajk kobiet” to inicjatywa oddolna, spontaniczna, zrzeszająca w zasadzie o wiele szerszy ruch sprzeciwu – od rolników, przez przedsiębiorców, po kobiety właśnie. Piskorski zauważył, że kierownictwo ruchu zapożyczyło od białoruskiej opozycji nazwę „rada koordynacyjna”.

Prorosyjski politolog i polityk w swojej krytyce zwyczajnie skłamał, stwierdzając, że wyrok TK oznacza „praktycznie całkowity zakaz aborcji”. Nie wspomniał o dwóch przesłankach do usunięcia ciąży, które wciąż obowiązują w polskim prawie. Nie zaznaczył również, że wyrok TK jest konsekwencją linii orzeczniczej, kontynuowanej przez kolejne składy TK. Odwołał się jedynie do tzw. „kompromisu aborcyjnego”. Mówiąc językiem lewicowo-liberalnej, prounijnej opozycji, Piskorski stwierdził, że całkowite podporządkowanie obecnego TK władzy wykonawczej jest przedmiotem słusznej krytyki ze strony „bardziej cywilizowanych” krajów UE. Z kolei, zapytany przez Sołowjowa, po czyjej stronie w konflikcie opowiedzieli się pracujący w Polsce Ukraińcy, stwierdził, że po żadnej, bo… pracując ciężko, wręcz jako „niewolnicy” Polaków, nie mają w ogóle głowy do działalności politycznej. Nagle prorosyjski aktywista, który od zawsze krytykował polskie władze za zbytnią uległość wobec „faszystowskiej Ukrainy”, stał się obrońcą jej obywateli.

Sołowjow dopytywał, dlaczego społeczeństwo kraju ojczystego Jana Pawła II, kraju uważanego za bardzo katolicki i konserwatywny, zwróciło się przeciwko Kościołowi. Zdaniem Piskorskiego, istotną przyczyną jest „śmiertelny błąd Kościoła”, jakim jest „sojusz z partią rządzącą”. Jedno należy polskiemu komentatorowi oddać. Zapytany, czy Polska angażuje się w sprawy Białorusi, aby odebrać jej ziemie (Sołowjow często tę prowokacyjną tezę stawia w swoich programach), Piskorski zaprzeczył, zaznaczając, że to postulat marginalnych, nieznaczących w polskiej polityce środowisk. Stwierdził jedynie, że Polska, angażując się na obszarze postsowieckim po stronie różnych „kolorowych rewolucji” (Ukraina, Białoruś), jest jedynie podwykonawcą polityki zagranicznej Waszyngtonu i innych zachodnich stolic.

Czytaj też:
Dlaczego nie poszłam na Strajk Kobiet?
Czytaj też:
Emilewicz: Nikt się nie spodziewał takich protestów

Opracował: Maciej Pieczyński
Źródło: DoRzeczy.pl
 237
Czytaj także