Stankiewicz: Może przestraszono się filmu, bo nie ośmiesza tematu Smoleńska?

Stankiewicz: Może przestraszono się filmu, bo nie ośmiesza tematu Smoleńska?

Dodano: 249
Ewa Stankiewicz
Ewa Stankiewicz / Źródło: PAP / Radek Pietruszka
Nie wiem, co mogło kogoś przestraszyć. Być może to, że film nie ośmiesza tematu. Do tej pory o katastrofie smoleńskiej ukazują się albo rzewne wspominki, albo szum dezinformacyjny. A atutem filmu „Stan zagrożenia” jest podanie źródeł. Jeśli coś jest powiedziane, to jest dokładnie powiedziane skąd my to wiemy. Ciężko byłoby ten film zdyskredytować – mówi portalowi DoRzeczy.pl Ewa Stankiewicz, reżyser, autorka filmów o katastrofie smoleńskiej, w tym najnowszego „Stan Zagrożenia”.

Co się stało, że Pani film „Stan zagrożenia” nie pojawił się w Telewizji Polskiej?

Ewa Stankiewicz: Film został zrzucony. Najpierw miał pójść 10 kwietnia 2020 roku, w dziesiątą rocznicę tragedii smoleńskiej. I wtedy emisję filmu przesunięto. Potem miał iść w maju. Wtedy jeden z polityków zaczął wysyłać do TVP listy z bezpodstawnymi zarzutami wobec filmu. I znów film się nie ukazał.

Polityk opozycji, czy z opcji prawicowej?

Prawicowej. Wówczas prawnik odpowiedział na te zarzuty. Film przeszedł wszelkie kontrole prawne, techniczne, umowy zostały podpisane. I film trafił na półkę. Potem była informacja, że firm pojawi się jesienią, a potem zimą.

W końcu miał iść 20 stycznia. Był zapowiadany jako duże wydarzenie.

Tak, była podjęta decyzja o wyemitowaniu filmu. W TVP był mocno zapowiadany. I dosłownie na dzień przed emisją zauważyliśmy, że są jakieś dziwne ruchy. Pojawiły się np. zarzuty, że w podpisie skrótu płk jest kropka, co jest błędem, ale okazało się, że był to przecinek i nie w podpisie. Widać było zamieszanie. Znów wygrzebana została ubiegłoroczna korespondencja wspomnianego polityka. Nie pojawiły się jednak żadne nowe zarzuty, wszystko opierało się o wspomniane listy z bezpodstawnymi zarzutami.

Czy w filmie było coś nowego, czy może przestraszono się czegoś?

Nie wiem, czego się przestraszono. Film opowiada o tragedii smoleńskiej w pigułce w sposób zrozumiały dla widza zagranicznego, bądź młodego widza w Polsce. Jest trochę materiału śledczego, ale chcąc opowiedzieć w sposób zrozumiały o sprawie znalazła się tylko część ważnych rzeczy. Na pewno istotną rzeczą jest to, co kto robi na miejscu szczątków – kto kogo odprawia, kto kogo powstrzymuje przed dokumentowaniem tego, co Rosjanie robią; kto jaką wiedzę powziął. Jest też analiza tego, co dzieje się przez pierwsze 24 godziny – gdzie leży w błocie prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, przyjeżdża na miejsce premier, zapadają najważniejsze decyzje w sprawie badania katastrofy. Zaglądamy do prosektorium w Moskwie. Jest też próba przedstawienia tego, jak rozpada się samolot na podstawie Raportu Technicznego Podkomisji do ponownego zbadania wypadku lotniczego. Nie wiem, co mogło kogoś przestraszyć. Być może to, że film nie ośmiesza tematu. Do tej pory o katastrofie smoleńskiej ukazują się albo rzewne wspominki, albo szum dezinformacyjny. A atutem filmu „Stan zagrożenia” jest podanie źródeł. Jeśli coś jest powiedziane, to jest dokładnie powiedziane skąd my to wiemy. Ciężko byłoby ten film zdyskredytować.

Czy jeśli telewizja nie pokazałaby filmu, możecie go wypuścić gdzie indziej?

Nie możemy. Jedyną szansą byłoby odkupienie praw do filmu od TVP, która jest jedynym właścicielem tego filmu. Prywatnie myślę, że skoro po takiej promocji spadł, to i 10 kwietnia nie zostanie pokazany. A wiem, że bardzo to ludzie odczuli. Dostałam całą masę sms-ów od ludzi, którzy zasiedli rodzinami przed telewizorami, by obejrzeć film. I są bardzo rozżaleni, że emisji nie było.

W kwietniu minie 11 lat od tragedii smoleńskiej. Od kilku lat rządzi ekipa, dla której wydawało się, że wyjaśnienie okoliczności tego, co stało się 10 kwietnia, jest priorytetem. Czy coś się zmieniło w sprawie śledztwa?

Nie mam wiedzy na temat tego, co dzieje się w prokuraturze. Bardzo mnie niepokoi to, co dzieje się w Podkomisji. Sądząc po owocach – mija pięć lat, a Polska nie ma raportu końcowego, który miał być dopiero pierwszym krokiem, narzędziem do poprawy bezpieczeństwa państwa. Jeśli taki raport zostanie opublikowany pod koniec kadencji, to będziemy mogli go włożyć do szuflady. Nie ma raportu, nie ma zarzutów, bo jedyne zarzuty, to z oskarżenia rodzin zostały postawione. Oceniam to bardzo krytycznie. Martwi mnie to, co się dzieje. To wygląda bardzo źle. Holendrzy po zestrzeleniu ich samolotu mieli raport po roku. U nas może sytuacja była trudniejsza, ale myślę, że po dwóch latach przy dobrej woli i sprawnym liderze taki raport powinien być gotowy. A tu nie tylko nie ma raportu, to jest jeszcze cała seria spalonych mostów po drodze. Ja oczekuję bezpiecznego państwa. A nie mam poczucia, by bezpieczne było państwo, które pozwala zginąć prezydentowi, pierwszej damie i całej delegacji. I, że taka zbrodnia pozostaje bezkarna.

Czytaj też:
"Maski opadły". Warszawa: Radni KO blokują ustanowienie ul. Lecha Kaczyńskiego

Źródło: DoRzeczy.pl
 249
Czytaj także