Co się kryje za amantadyną

Co się kryje za amantadyną

Dodano: 149
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Pixabay / Jarmoluk / Domena Publiczna
Obiecałem sobie wrócić po jakimś czasie do amantadyny. Temat dotknąłem głębiej w osobnym wpisie z grudnia zeszłego roku.

Opisałem tam ciężką walkę jaką promotor jej stosowania w leczeniu koronawirusa toczy z systemem praktycznie od początku pandemii. Doktor Bodnar wyleczył już amantadyną wiele osób i walczy o to, by polskie władze dopuścił jej stosowanie w leczeniu koronawirusa. Po tym wpisie, alarmującym, że dopuszczenie to się przeciąga (no już wtedy od początku jej stosowania do grudnia minęło w tym względzie 8 miesięcy) i nie wiadomo co z tym będzie – rzuciła się na mnie grupa koronaentuzjastów, zarzucając mi, że celowo dramatyzuję panikarsko sytuację bo badania kliniczne nad dopuszczeniem jej do obrotu już ruszyły i lada dzień…

No to jest koniec marca i sprawdzam ten „lada dzień”. Doktor Bodnar mówi, że dwaj profesorowie, którzy się mieli tym zająć (Barczyk i Rejdak) nie mogą wciąż odpalić badań klinicznych, gdyż… ugrzęźli w papierologii. Może trzeba przypomnieć z czym mamy do czynienia. Mamy tu możliwość wykazania w procesie badań klinicznych (w praktyce udowodnionych przez sukcesy terapii doktora Bodnara), że lek ten leczy koronawirusa a co najmniej zapobiega stanom ciężkim, do hospitalizacji i kładzenia pod respirator. Opóźnienie administracyjne w związku z tym jest niedopuszczalne. Profesor Rejdak ostatnio mówi, że badania zaczną się w ostatnim tygodniu marca, będę to obserwował, bo już parę razy przekładano termin.

Amantadyna na cenzurowanym

A już 30 listopada 2020 Ministerstwo Zdrowia zabroniło używania amantadyny do leczenia chorych na koronawirusa, w związku z tym doktor Bodnar zdecydował się wstrzymać terapię aż do zmiany stanowiska ministerstwa. Czyli czekaliśmy od kwietnia do listopada na to aż ministerstwo zajmie w tej sprawie stanowisko, a przynajmniej nie będzie przeszkadzać, te zaś zamknęło sprawę w listopadzie argumentując, że trzeba zrobić badania, na których rozpoczęcie wciąż czekamy od czterech miesięcy.

Ale administracja nie czeka na te wyniki. Odwrotnie. Przychodnia doktora Bodnara przyjmuje w realu, żadnych teleporad. To, i rewelacyjne wyniki leczenia amantadyną, powoduje, że do doktora Bodnara ludzie walą drzwiami i oknami. Doktor jest zagorzałym przeciwnikiem teleporad, uważa, że nic nie jest w stanie zastąpić diagnozy w realu, a jej brak zbiera ciche, acz śmiertelne żniwo po domach lub w już w ostrych przypadkach w szpitalu. A więc nawiedziła go kontrola Sanepidu, że ludzi za dużo, że reżimu nie ma. I zagrożono zamknięciem placówki.

Mało tego. Jako że przychodnia Bodnara pracuje w realu i nie chowa się przed pacjentem, inne przychodnie, te bardziej „teleporadyczne” wysyłają do niego pacjentów… na zastrzyki, bo sami się boją je aplikować. Dla wielu pacjentów (zapalenie płuc!) jest to wielogodzinna droga samochodem przez pół Polski. Z jednej więc strony wymyśla się doktorowi od szarlatanów, z drugiej – podsyła mu pacjentów do obsługi, której samemu się odmawia.

Szczepionka na COVID-19 szybciej niż lek

I co najciekawsze i najsmutniejsze. Popatrzmy: szczepionka na koronawirusa powstała w góra 10 miesięcy, LEKARSTWO na koronawirusa nie może się dobić zezwolenia na stosowanie od tego samego czasu. Szczepionki zostały dopuszczone warunkowo, w ramach nadzwyczajnej sytuacji, zaś lek obecny na rynku od ponad 30 lat ma kłopoty z uzyskaniem rekomendacji do stosowania wobec chorych. No i jak tu nie myśleć, że chodzi o kasę? Że chodzi o to, by nawet nie zapobiegać, ale nawet nie leczyć. Po co? No bo zaszczepić trzeba wszystkich, zdrowych głównie, zaś leki podaje się tylko chorym. I jak będzie antidotum na przebieg choroby to spadnie popyt na szczepionki.

Szczepionki są nieprzebadane, działanie amantadyny – znane od lat, zaś odkryto uboczne, pozytywne działanie na chorych na kowida. Szczepionki aplikowane światu są (wszystkie) w trakcie nieukończonych badań fazy III, a właściwie powszechne szczepienie jest eksperymentem medycznym na światową skalę. Bo Pfizer skończy III fazę badań 31.01.2023 roku, Modena 22.10.2022, zaś AstraZeneka w grudniu tego roku. I bez tych badań wszyscy je biorą i się o nie zabijają.

Mamy co prawda lekarstwo, którego się używa w kuracjach w szpitalach, ale jego skuteczność jest niska – jest nimi Remdesivir. I tu też jest kłopot – amantadyna przez rok nie wjechała na szpitalne sale bo terapia nią kosztuje setki złotych, zaś Remdevisirem – 9 tysięcy. W związku z tym amantadyny nie ma, zaś Remdevisiru notorycznie brakuje.

Polski pomysł się nie przebił

Kiedy opublikowałem swój pierwszy wpis o amantadynie jeden z moich krytyków powiedział, że moje wątpliwości to bzdura. Wszystko by załatwił rynek, bo każdy chce zarobić, a więc znalazłaby się zaraz firma farmaceutyczna, która przeprowadziłaby badania kliniczne i na tym zarobiła. W sprawie amatadyny jednak tak się nie stało przez rok. Polski pomysł jakoś się nie przebił, podczas gdy np. iwermektyna została uznana za skuteczny lek przeciwko koronawirusowi. My właśnie (może) zaczynamy badania nad amantadyną, zaś i wermektynę uznano za skuteczną po 42 badaniach klinicznych.

I co my tu mamy – nowo wynalezione szczepionki, które ma przyjąć cały świat versus lekarstwo znane i używane od dawna, tanie. To lekarstwo może leczyć, więc zapotrzebowanie na szczepionkę kowidową może spaść do skali zwykłych szczepień przeciwko sezonowej grypie.

Wynik tego starcia jest dość przewidywalny. Ludzi tylko szkoda…

Jerzy Karwelis

Więcej wpisów na blogu Dziennik zarazy.

Czytaj też:
Kowidki, czyli ludzkość na targach

Źródło: dziennikzarazy.pl
+
 149
Czytaj także