Magdalena Cielecka to aktorka, która w ostatnim czasie zaczęła udzielać się politycznie, głównie przez mówienie o swoim poparciu dla Komitetu Obrony Demokracji i niechęci do partii rządzącej. Na początku miesiąca Cielecka "zasłynęła" wywiadem, którego udzieliła "Newsweekowi", a w którym wspominała jak wracała z jednej z manifestacji Komitetu Obrony Demokracji. – Wracałam wieczorem tramwajem po manifestacji z przypiętym znaczkiem KOD. I siedział tam facet, czułam, że mnie rozpoznał. I on jakimiś dźwiękami, onomatopejami zwierzęcymi, próbował dać mi do zrozumienia, że mu śmierdzę. Poczułam się, jak - przepraszam za porównanie - żydowskie dziecko w tramwaju w czasie okupacji, które jest wystraszone i wie, że nie powinno w tym tramwaju być – stwierdziła.
Po porównaniu się do żydowskiego dziecka z czasów okupacji, internauci, ale także publicyści nie pozostawili na Cieleckiej przysłowiowej suchej nitki.
Teraz aktorka znów zabiera głos. W wywiadzie udzielonym magazynowi "Viva" powiedziała o swoim stosunku do Kościoła katolickiego. Wspomniała, że jako dziecko była bardzo z nim związana, jednak z czasem uległo to zmianie. – Należałam wtedy do ruchu oazowego, dziś jestem daleko od Kościoła, uważam wręcz że - poza wyjątkami - stał się szkodliwy – stwierdziła Cielecka. – Natomiast w latach 80-tych Kościół odgrywał rolę kulturalno-oświatową, był wentylem do wolności i swobodnego myślenia – dodała aktorka.
Czytaj też:
Cielecka twierdzi, że czuje się jak żydowskie dziecko w czasie okupacji. Wildstein odpowiada
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
