Zastąpienie składki zdrowotnej podatkiem zdrowotnym, według Lewicy, miałoby dać rocznie NFZ dodatkowe 30 mld zł. Formacja wskazuje, że więcej na ochronę zdrowia łożyłyby osoby zamożne i korporacje, a biedniejsi mieliby w portfelach więcej.
Propozycję przedstawiono rządowi 24 lutego. – To jest takie rozwiązanie, które daje pewność, że nie trzeba będzie tego budżetu (na ochronę zdrowia — przyp. red.) co roku łatać i minister finansów, ten czy inny, nie będzie się musiał drapać się po głowie, skąd uszczknąć pieniądze, komu zabrać, żeby dołożyć do NFZ – mówiła o propozycji poseł Joanna Wicha z Nowej Lewicy na antenie TOK FM.
Obecnie składka zdrowotna wynosi 9 proc. dochodu (lub przychodu w przypadku osób na działalności gospodarczej będących na ryczałcie). Lewica proponuje zastąpienie obecnej składki zdrowotnej 12-procentowym podatkiem od dochodu. Proponuje się, że obowiązywałaby kwota wolna od podatku w wysokości 30 tys. zł rocznie.
Są wyliczenia. Kto zyska i ile?
Dziennik "Fakt" sprawdził, jak zmieniłyby się wypłaty emerytur i rent oraz wynagrodzeń, gdyby zmiana weszła w życie. "Obecnie emeryci i renciści do kwoty 2500 zł świadczenia nie płacą zaliczki na PIT. Jednak potrącana jest 9 proc. składka zdrowotna" – czytamy. – Na zmianach zyskaliby emeryci i renciści ze świadczeniem miesięcznym do kwoty 10 tys. zł – mówi "Faktowi" Piotr Juszczyk główny doradca podatkowy z firmy inFakt.
– Z zasady emerytura lub renta do 2500 zł byłaby bez podatku i składki zdrowotnej, a więc na rękę takie osoby otrzymywałyby kwotę brutto. W kontekście emerytów i rencistów z niskim świadczeniem to byłaby bardzo pozytywna zmiana – wskazuje ekspert.
Na zmianie zyskałyby też osoby zatrudnione w oparciu o umowę o pracę. Z wyliczeń Piotra Juszczyka dla wynika, że osoby mające do 11 tys. zł brutto wynagrodzenia miałyby wyższe wypłaty na rękę niż obecnie. Dopiero osoby z pensją 12 tys. zł brutto płaciłyby wyższy podatek zdrowotny niż obecna składka. Lewica przekonuje, że dla 90 proc. społeczeństwa oznaczałoby to "największą obniżkę obciążeń zdrowotnych od lat".
– Można zauważyć, że zyskują pracownicy z niższą pensją, ale za to wychodzi, że system byłby finansowany przez lepiej zarabiających. Pytanie, czy rzeczywiście wyliczono, że oszczędność dla 90 proc. Polaków byłaby pokryta przez 10 proc. pozostałych najlepiej zarabiających. Jednocześnie do systemu ochrony zdrowia miałoby wpływać więcej pieniędzy niż obecnie. Mam o to obawy — wskazuje Juszczyk.
Czytaj też:
Chorzy na raka zmuszeni do płacenia na fundację. Szokujące wyniki kontroli NFZCzytaj też:
Pensje lekarzy. Ile naprawdę zarabiają w Polsce?
