Jak przypomina „Gazeta Wyborcza”, PiS ma obecnie dziewięciu prezydentów w miastach do 100 tys. mieszkańców, 80 burmistrzów i 120 wójtów. Cztery lata temu kandydaci PiS weszli do drugiej tury wyborów prezydenckich w sześciu największych miastach, ale wszędzie przegrali – czytamy w GW.
Z sejmików PiS rządzi jedynie na Podkarpaciu. W tegorocznych wyborach wynik ma być znacznie lepszy. Partia liczy na przejęcie władzy w 4-5 sejmikach i wygraną przynajmniej w części dużych miast. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, kampania PiS zacięła się po decyzji prezesa Jarosława Kaczyńskiego zakazujących startu w wyborach osobom „z wysokimi pensjami w spółkach”. Problem w tym, że prezes nie sprecyzował, co znaczy wysoka pensja. A wielu radnych i kandydatów na radnych dorabia sobie właśnie w spółkach.
Ostatecznie doprecyzowano, że chodzi o pensję powyżej 15 tysięcy złotych. Ograniczenie to nie obowiązuje w przypadku kandydatów na prezydentów, burmistrzów i wójtów – oni, jeśli wygrają i tak będą musieli zrezygnować z pracy w spółkach.
Innym ograniczeniem jest „nie branie na listy zdrajców”. Chodzi o osoby, które w ciągu ostatnich trzech lat odeszły, bądź zostały wyrzucone z Prawa i Sprawiedliwości. Jak pisze „Gazeta Wyborcza”, zasada ta wymierzona jest w Porozumienie Jarosława Gowina. Partia wicepremiera przyjmowała bowiem do swoich struktur byłych polityków PiS.
„Jest takie zjawisko, że co niektórzy, nawet usunięci karnie z partii działacze, dzisiaj próbują dostać się do innej partii sojuszniczej. Są nawet i tacy, którzy kombinują, że u nas nie mieliby większych szans, może w ramach porozumień sojuszniczych mieliby większe. Nie możemy niczego takiego tolerować” – cytuje „Gazeta Wyborcza” słowa Jarosława Kaczyńskiego.
Jak czytamy w artykule, oprócz Solidarnej Polski i Porozumienia z list PiS do samorządu wystartują też działacze formacji Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego.
Czytaj też:
Wybory samorządowe: Ojciec prezydenta Dudy "jedynką" PiS w Krakowie
