– Założony przez rząd wzrost płacy minimalnej nie pokrywa nawet rosnących kosztów życia – tłumaczy przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Jan Guz. Jak podkreśla przewodniczący OPZZ, obecnie najniższa średnia krajowa „rozjeżdża się” z wynagrodzeniem przeciętnego Polaka i „manifestacja niezadowolenia jest konieczna”.
Demonstracja pracowników budżetówki domagających się podwyżki odbędzie się w Warszawie. Protest rozpocznie się w centrum stolicy, na placu Trzech Krzyży, a następnie przeniesie się pod Kancelarię Prezesa Rady Ministrów.
Konkrety od minister Rafalskiej
– Jeśli dzisiaj minister Rafalska nie przedstawi konkretów, które zadowolą związek zawodowy "Solidarność”, to wiemy, że trzeba wyjść na ulice. Jednak wyjść na ulice trzeba w 100 tysięcy osób, a nie 10, czy 15 tysięcy, bo inaczej rząd nawet nie spojrzy na nas przez okno. Tu trzeba konkretu. Liczą się efekty, a nie demonstracje – mówił wczoraj w TVP Info o odmrożeniu płac w budżetówce Piotr Duda, przewodniczący NSZZ "Solidarność".
Przewodniczący NSZZ "Solidarnośc" ocenił wczoraj, że w rozmowach z rządem jest już "światełko w tunelu". – Minimalna płaca na rok 2019 nie będzie na poziomie 2220zł jak chciał rząd, ale zostało przygotowane rozporządzenie, że 2250zł. To zasługa "Solidarności". To dla nas bardzo ważne. Celowaliśmy wyżej, ale na tym polega kompromis – wyjaśniał.
Czytaj też:
"Solidarność" wyjdzie na ulice? "Trzeba 100 tysięcy, a nie 10"Czytaj też:
Trzy postulaty Solidarności. Rzecznik związku: sporu zbiorowego nie będzie, ale…
