Polska między Waszyngtonem a Berlinem
  • Rafał A. ZiemkiewiczAutor:Rafał A. Ziemkiewicz

Polska między Waszyngtonem a Berlinem

Dodano: 
Karol Nawrocki i Donald Trump
Karol Nawrocki i Donald Trump Źródło: PAP/EPA / YURI GRIPAS / POOL
Czy Karol Nawrocki powinien przyjąć członkostwo w tworzonej przez USA Radzie Pokoju? A może przeciwnie, tak jak prezydent Francji, odmówić z punktu, demonstracyjnie?

Wciąż nie bardzo wiadomo, czym ta Rada Pokoju miałaby w ogóle być – z pierwszych zapowiedzi Donalda Trumpa wynikało, że ma nadzorować „proces pokojowy” w Strefie Gazy. Jednak rozmach przedsięwzięcia daleko przekracza przecież tak zarysowane założenie: do autoryzowania przez społeczność międzynarodową eksterminacji nieżydowskiej ludności Izraela wystarczyłby jakiś symboliczny konwentykiel, a tu zaproszenie skierowano do 60 państw (również takich, z którymi programowo do stołu nie siadamy, z Rosją i Białorusią na czele) i w dodatku każdy z tych krajów miałby zapłacić na funkcjonowanie rady co najmniej po miliardzie dolarów rocznie.

Widać z tego, że Trump tworzy po prostu alternatywę dla ONZ, od dawna nie ukrywając, że wobec zmiany całej globalnej geopolityki jest ona równie martwa i niepotrzebna, jak martwa i niepotrzebna stała się jej poprzedniczka, Liga Narodów, z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej (choć formalnie istniała do jej końca, a nawet rok dłużej). Nie chodzi nawet o to, że odmawiając jak Macron, narazimy się na gniew prezydenta USA – powiedzmy, że nałożenie na nasze wina 200 proc. cła, jak zapowiedział to Trump wobec Francji, nie byłoby dla Polski dotkliwe. Ale jeśli ten neo-ONZ Trumpa w tej czy innej formie wypali, to może warto w nim być?

Z innej, ale sąsiedniej beczki – czy Polska powinna była w ogóle zabierać głos w sporze o Grenlandię, a jeśli, to jak? Przyłączyć się w ramach UE do potępienia amerykańskich roszczeń do wyspy? A może przeciwnie, poprzeć je i jeszcze obiecać Trumpowi kontyngent wojskowy? W końcu żyją jeszcze liczni poborowi (zalicza się do nich także niżej podpisany), których wyszkolono w tzw. Ludowym Wojsku Polskim do podboju i okupowania Danii. Owszem, w większości jesteśmy już po sześćdziesiątce, ale i tak nasz kontyngent nie mógłby być śmieszniejszy niż ten, który posłali do obrony Grenlandii Niemcy.

Europa czy Ameryka?

Żarty na bok – choć każdy przyzna, że zarówno sposób podejmowania przez Donalda Trumpa decyzji, a zwłaszcza ich komunikowania, jak i unijne reakcje, bardzo do żartów zachęcają. Wyzwanie jest jednak śmiertelnie poważne i nie chodzi tu o dwa najnowsze, podane wyżej przykłady. Sprawę Grenlandii na razie mogliśmy obsłużyć – jak to zresztą robił prezydent na szczycie w Davos – dyplomatycznymi frazesami, że naszym zdaniem „spór powinien być rozwiązany w drodze negocjacji”, w kwestii zaś Rady Pokoju zastosować zasadę Nikodema Dyzmy: „Odpowiedź nie jest odmowna, sprawa jest w załatwianiu”; tu akurat nasza kuriozalna konstytucja dzieląca władzę wykonawczą między dwa ośrodki może się wreszcie do czegoś przydać. Jednak za chwilę staną przed nami znacznie trudniejsze dylematy.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

Księgarnia Do RzeczyKsiążki Rafała A. Ziemkiewicza
można kupić w Księgarni Do RzeczyZapraszamy
Czytaj także