Najwyższa Izba Kontroli skontroluje "całość działalności instytucji", czyli to, w jaki sposób Narodowy Bank Polski wydaje swój roczny budżet w wysokości ponad 2 mld zł i dlaczego umowy zewnętrzne kosztują go setki milionów złotych – podała w czwartek "Rzeczpospolita".
Gazeta wskazała, że będzie to "pierwsza taka kontrola" NIK w NBP. Czynności będą bowiem prowadzone już według nowych zasad, jakie wprowadził nowo powołany prezes NIK Mariusz Haładyj. "Bezprecedensowa kontrola potrwa aż rok" – czytamy.
Kontrola NIK w NBP. "Kontekst jest oczywisty"
Ostatnie kontrole NIK w NBP miały miejsce w 2020 i 2024 r. Obecnie w ramach kontroli wykonania budżetu państwa za 2025 r., co jest standardową procedurą, Najwyższa Izba Kontroli bada realizowanie przez bank centralny założeń polityki pieniężnej. Ta kontrola ma zakończyć się w maju. Zaraz potem ruszy jednak kolejna – dużo szersza. Według rozmówców "Rzeczpospolitej", może ona zostać przyspieszona "ze względu na aktywność Glapińskiego z prezydentem w zakresie kreatywnego podejścia do rezerw złota". Tego domagają się posłowie sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Jak stwierdził dziennik, "kontekst jest oczywisty". Kontrola NIK może być pokłosiem propozycji prezydenta Karola Nawrockiego i prezesa NBP Adama Glapińskiego, czyli "polskiego SAFE 0 procent". To alternatywa wobec unijnego programu pożyczek na obronność SAFE. Prezydencki projekt zakłada utworzenie Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, którego podstawowym źródłem finansowania będą środki pochodzące z zysków Narodowego Banku Polskiego. Chodzi o 185 miliardów złotych. Ta pożyczka byłaby pozbawiona odsetek. Inicjatywa prezydenta Karola Nawrockiego ma zapewnić finansowanie modernizacji polskiej armii bez konieczności zaciągania kredytów i przy pełnej suwerenności decyzyjnej państwa.
Czytaj też:
Unijny SAFE czy "polski SAFE 0 procent"? Ciekawe wyniki sondażuCzytaj też:
Już nie tylko "plan B"? "Nowe pomysły na to, jak obejść weto prezydenta"
