Oświadczenie ambasady Federacji Rosyjskiej zostało opublikowane na Telegramie. Czytamy w nim, że podczas rozmowy w polskim resorcie spraw zagranicznych, która odbyła się we wtorek ambasador Michno miał apelować o zapewnienie możliwości ewakuacji polskiemu personelowi dyplomatycznemu z Kijowa w związku z zapowiadanymi rosyjskimi atakami.
Rosja apeluje do Polski
Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej ogłosiło rozpoczęcie systematycznych ataków na obiekty kompleksu wojskowo-przemysłowego znajdujące się w Kijowie. Jednocześnie zaleciło cudzoziemcom jak najszybsze opuszczenie stolicy Ukrainy, a mieszkańcom miasta unikanie infrastruktury wojskowej i administracyjnej.
W wywiadzie dla "Gazety Parlamentarnej" członek komisji ds. obrony w rosyjskiej Dumie Andriej Kartapołow przekazał, że celem rosyjskich sił zbrojnych w Kijowie nie będzie budynek parlamentu ani kancelaria prezydenta.
"Systematyczne ataki" na cele zbrojeniowe w Kijowie
Według rządowej rosyjskiej agencji TASS w trakcie rozmowy w MSZ w Warszawie ambasador Michno odrzucił zarzuty dotyczące rzekomych celowych ataków rosyjskiej armii na infrastrukturę cywilną. Strona polska wezwała natomiast stronę rosyjską do "natychmiastowego zaprzestania nieuzasadnionej i bezprawnej agresji" oraz przestrzegania prawa międzynarodowego.
MSZ Federacji Rosyjskiej wskazało, że celem "systematycznych ataków" staną się "obiekty przemysłu obronnego w Kijowie, w tym na konkretne miejsca, w których projektowane, produkowane, programowane i przygotowywane do użycia są bezzałogowe statki powietrzne".
Kreml twierdzi, że decyzja zapadła w odpowiedzi na ataki ukraińskich sił zbrojnych na ludność cywilną, które "przelały czarę goryczy". W komunikacie mowa jest o uderzeniu na Starobielsk w okupowanym obwodzie ługańskim w nocy z 21 na 22 maja. Zniszczony został wówczas budynek Starobielskiego Kolegium Zawodowego i akademik. Strona rosyjska podała, że zabitych zostało co najmniej 10 osób, a kilkadziesiąt odniosło rany.
Czytaj też:
Rosja będzie uderzać na cele w Kijowie. Jest komentarz PekinuCzytaj też:
Rosyjski ambasador na dywaniku. "Nie damy się zastraszyć"
