W niedzielnym referendum z urzędu prezydenta Krakowa odwołany został Aleksander Miszalski (KO). Za odwołaniem go zagłosowało 171 581 mieszkańców. Rada Miasta Krakowa nie została odwołana z powodu braku wystarczającej frekwencji.
Sprawę skomentowała feministka prof. Magdalena Środa. Nie ukrywa, że jest zawiedziona sytuacją, którą ocenia jako "przegraną demokracji".
"Demokracja przegrywa (myślę między innymi o źle wróżącym przyszłym wyborom odwołaniu Miszalskiego) bo albo nie ma odpowiednich narzędzi albo ciągle przestrzega pewnych standardów moralnych, poza tym jej hamulcowym jest prawo. Gdyby zamiast Żurka był Ziobro, to taki Romanowski i inni dawno by już siedzieli w więzieniu. Dla magistra Ziobry łamanie 'imposyblilizmu prawnego' – jak mawiał prezes nienawidzący demokracji – było na porządku dziennym. Żurek to sprawny ale praworządny minister więc wszystko idzie mu wolniej i mniej spektakularnie. Kaczyński czy raczej jego prywatny mózg Bielan (mózg za pieniądze oczywiście) dawno temu wymyślił zbitkę Tusk-Niemiec i bezczelna propaganda PiS w kółko od lat to powtarza. Gdyby Tusk był równie hucpowatym autokratą jak prezes od dawna rozpuszczałby plotkę, np. że 'prezes jest gej' tak często i tak skutecznie aż 'zwykły człowiek' by w to uwierzył. Plotkę o homoseksualizmie prezesa można by ubogacać i pisać o światowym homolobby czy mackach międzynarodowych homogangów, zagrożeniu dla naszej polskiej heteroseksualnej tradycji (jak robił to przed laty ksiądz Oko) itp. dokładnie tak jak formuła 'Tusk-Niemiec' od lat jest tak rozbudowywana, że 'zwykły człowiek' (ulubiona kategoria populistów na której śmiało żerują tacy cynicy jak Bielan) już uwierzył, że to Niemcy nam bardziej zagrażają niż Rosjanie. Ani Tusk nie jest Niemcem ani Kaczyński gejem, jednak siła oszczerczej i w kółko powtarzalnej plotki może być przekonująca. Dla większości prawicowej sotni szerzenie oszczerczych plotek, kłamstwa i dezinformacje ujęte w postać krótkich komunikatów lub memów to codzienność. Demokraci, w większości, takich metod nie stosują, bo przestaną być demokratami. Tak jak wkrótce cała Polska, dopóki 'zwykły człowiek' nie zrozumie, że prawica robi mu wodę z mózgu. Zrozumie?" – pyta.
Demokracja to kiedy wygrywają "nasi"? Środa: Otóż nie
Wpis Środy wywołał falę krytyki. Oskarżono ją o to, że ów rzekomy "upadek demokracji" oznacza tylko tyle, że przegrywa ten, kogo popiera feministka. Etyka twierdzi, że nie o to chodzi. "Niektórzy komentują mój poprzedni post, że w Krakowie wygrała demokracja, a ja się oburzam, bo przegrali 'nasi'. Otóż nie. W Krakowie nie wygrała demokracja tylko dobrze zorganizowana akcja polityczna, za którą stały niemałe pieniądze i która posługiwała się narzędziami do prania mózgu w postaci kłamstw, pełnych nienawiści, dezinformujących i szkalujących filmików (nawet dziś pojawiła się rolka z bijącą brawo Kidawą Błońską rzekomo uradowaną sukcesem referendum w Krakowie)" – stwierdza.
"Nie jestem ani fanką byłego prezydenta, ani jego przynależności politycznej, nawet nie wiem wiele o jego działalności, choć to co wiem wydawało mi się korzystne dla miasta, ale widziałam sporo materiału z mediów społecznościowych, które obrzucały błotem, szkalowały, preparowały przez AI ohydne rolki. I dla kogoś kto nie orientuje się w polityce miasta były one bardziej przekonujące niż możliwa do zdobycia wiedza na temat tego czym zajmował się prezydent. To nie jest demokracja" – podsumowała Magdalena Środa.
Czytaj też:
Wassermann kandydatką na prezydenta Krakowa? Jasna deklaracja poseł PiSCzytaj też:
PiS w Krakowie postawi na Drewnickiego? "Odegrał ogromną rolę"
