Tak wyglądają najnowsze dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, do których dotarła "Rzeczpospolita". Problem dotyczy głównie samochodów z Ukrainy i Białorusi. Powód? Polska w praktyce nie ma narzędzi, by skutecznie ścigać takich kierowców.
Ponad 97 proc. spraw kończy się bezkarnością
Jak wylicza "Rzeczpospolita" na podstawie danych GITD, skala zjawiska rośnie z roku na rok. W 2023 roku fotoradary zarejestrowały 88,5 tys. wykroczeń popełnionych przez auta spoza UE. Rok później było ich już 100 tys., a w 2025 roku liczba przekroczyła 120 tys. Największy problem stanowią kierowcy z Ukrainy. Według danych GITD, w ubiegłym roku ich samochody zostały sfotografowane przez polskie fotoradary ponad 77 tys. razy. Dla porównania: w 2023 roku było to 52 tys. przypadków.
Jak podaje "Rz", spośród ponad 120 tys. wykroczeń ukarano jedynie około 2,5 proc. sprawców. Obywatele Rosji nie dostali ani jednego mandatu. Sam Główny Inspektorat Transportu Drogowego przyznaje, że problem wynika z braku możliwości identyfikacji właścicieli pojazdów spoza UE. "W przypadku pojazdów zarejestrowanych poza Unią Europejską, w tym w Ukrainie, brak jest możliwości ustalenia właściciela pojazdu z uwagi na brak umów międzynarodowych" – przekazał GITD.
System działa, ale państwo jest bezradne
Z kolei jak opisuje BiznesInfo, system CANARD bez problemu rejestruje wykroczenie i odczytuje tablice rejestracyjne, ale później procedura praktycznie się kończy. Urzędnicy nie mają dostępu do zagranicznych baz danych, więc nie są w stanie ustalić właściciela pojazdu ani wysłać mandatu. – Kierowcy zza wschodniej granicy mają świadomość, że w Polsce nie muszą płacić mandatów. I na pewno czują się bardziej bezkarni – mówi Łukasz Zboralski z portalu brd24.pl.
Ekspert wskazuje też gotowe rozwiązanie. Jego zdaniem kamery na granicach mogłyby zostać połączone z systemem CANARD. Wtedy każdy pojazd wjeżdżający lub opuszczający Polskę byłby automatycznie sprawdzany pod kątem niezapłaconych mandatów.
Setki milionów złotych strat
Mandaty za przekroczenie prędkości wynoszą dziś od 50 zł do nawet 5 tys. zł w przypadku recydywy. Przy ponad 120 tys. niewyegzekwowanych wykroczeń straty budżetu mogą iść w setki milionów złotych. Problem nie jest marginalny. Jak podało Ministerstwo Infrastruktury w odpowiedzi dla "Rzeczpospolitej", od początku wojny do końca 2024 roku do Polski wjechało zza wschodniej granicy prawie 3,8 mln pojazdów na ukraińskich lub białoruskich tablicach rejestracyjnych.
Portal przypomina, że rząd od miesięcy zapowiada nowe przepisy, które miałyby zmusić kierowców z Ukrainy i Białorusi do przerejestrowania samochodów po roku pobytu w Polsce. Projekt jednak nadal nie trafił do Sejmu i utknął na etapie konsultacji międzyresortowych.
Czytaj też:
Katastrofa w polskim transporcie. Firmy upadają w rekordowym tempieCzytaj też:
Ukraiński influencer z zakazem wjazdu do Polski. "Trafi na listę osób niepożądanych"
