Znany dziennikarz TVN tłumaczy się przed sądem. Wraca głośna sprawa

Znany dziennikarz TVN tłumaczy się przed sądem. Wraca głośna sprawa

Dodano: 
Siedziba telewizji TVN przy ul. Wiertniczej w Warszawie
Siedziba telewizji TVN przy ul. Wiertniczej w Warszawie Źródło: PAP / Albert Zawada
TVN tłumaczy kulisy reportażu. Dziennikarz ujawnił w sądzie, dlaczego w materiale pojawił się statysta.

Przed Sądem Okręgowym w Legnicy trwa proces wytoczony przez prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego przeciwko TVN, portalowi Onet oraz autorom reportażu "Brudna gra". Podczas jednej z rozpraw współautor materiału Jakub Stachowiak wyjaśnił, że w scenie pokazanej w reportażu do jego samochodu wsiadł aktor-statysta, a nie rzeczywisty informator. Dziennikarz podkreśla, że było to podyktowane koniecznością ochrony źródła.

Dziennikarz TVN broni się w sądzie

Spór dotyczy reportażu przygotowanego w 2024 roku przez Jakuba Stachowiaka i Macieja Kuciela z "Superwizjera" TVN we współpracy z Janem Harłukowiczem i Łukaszem Cieślą z Onetu. Materiał przedstawiał ustalenia dotyczące domniemanego wielomiesięcznego inwigilowania prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego – wówczas lidera Bezpartyjnych Samorządowców – oraz Andrzeja Pudełki, naczelnika wydziału oświaty i nadzoru właścicielskiego Urzędu Miejskiego w Lubinie. Według autorów działania te miały być prowadzone przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego w okresie rządów PiS. Reportaż poruszał również kwestie relacji między lokalnymi władzami a obozem Zjednoczonej Prawicy. Autorzy analizowali nagrania i stenogramy, które – według przedstawionych w materiale ustaleń – miały wskazywać na kulisy politycznych rozmów oraz budowania lokalnych koalicji.

Robert Raczyński zarzuca twórcom zniesławienie oraz naruszenie dóbr osobistych swoich i miasta Lubina. Według niego materiał opierał się na sfałszowanych dokumentach oraz przypisywał jemu i jego współpracownikom wypowiedzi, których nigdy nie wygłosili. W tle sprawy znajduje się również stanowisko Prokuratury Okręgowej w Legnicy. W lutym śledczy poinformowali, że przeprowadzone czynności dowodowe doprowadziły do ustalenia, iż tzw. stenogramy wykorzystane w sprawie zostały sfałszowane.

"W materiale jeżdżę z aktorem, nie z informatorem"

Podczas kolejnej rozprawy sąd przesłuchał autorów reportażu, koncentrując się na sposobie zaprezentowania osób występujących jako informatorzy, którzy mieli być związani ze służbami.

W reportażu narrator informuje, że dziennikarze spotkali się z informatorem w pobliżu siedziby Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Widać na nim mężczyznę z zamazaną twarzą, który nocą wsiada do samochodu prowadzonego przez Jakuba Stachowiaka.

Chwilę później lektor wyjaśnia: "Historia, którą nam opowiedział, zaczęła się w 2021 roku. Ze względu na bezpieczeństwo naszego rozmówcy jego kwestie przeczytała inna osoba".

W materiale nie pojawia się jednak informacja, że osoba widoczna na nagraniu jest aktorem-statystą. Następnie słyszymy zmodulowaną wypowiedź: "Przychodzi do mnie kapitan Marcin. Mówi, żebym przyjrzał się całemu układowi lubińskiemu".

Przed sądem Jakub Stachowiak odniósł się do tej sceny i wyjaśnił kulisy jej realizacji.

Ja w tym materiale w samochodzie jeżdżę z aktorem, nie z informatorem – zeznał dziennikarz. Dodał również, że wypowiedzi wykorzystane w reportażu zostały odczytane przez lektora, a następnie zmodulowane.

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl Stachowiak potwierdził, że takie słowa padły podczas rozprawy, a także wyjaśnił, dlaczego zdecydowano się na udział statysty.

– Zawsze chronimy swoje źródła informacji. W tym przypadku informator nie mógł być pokazany i w żadnym wypadku zidentyfikowany. Stąd jego wypowiedzi były naczytane, o czym widzowie zostali poinformowani – przekazał dziennikarz.

Czytaj też:
"Nie ma słów". Zaskakująca propozycja Stanowskiego ws. byłej gwiazdy TVP
Czytaj też:
"Obrzydliwe". Znana dziennikarka grzmi na Bąkiewicza

Opracowała: Małgorzata Puzyr
Źródło: Wirtualne Media
Czytaj także