Sprawca wypadku, w którym zginął Litewka, przerywa milczenie. "Żyję z piętnem zabójcy"

Sprawca wypadku, w którym zginął Litewka, przerywa milczenie. "Żyję z piętnem zabójcy"

Dodano: 
Tragicznie zmarły poseł Łukasz Litewka
Tragicznie zmarły poseł Łukasz Litewka Źródło: PAP / Leszek Szymański
Sławomir K., podejrzany o spowodowanie wypadku, w którym zginął Łukasz Litewka, przerywa milczenie. "Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie, bardzo tego żałuję, co się stało" – przyznał.

Łukasz Litewka, poseł Lewicy, zginął 23 kwietnia w tragicznym wypadku. Miał 36 lat. Jadąc na rowerze, został potrącony przez samochód. Kierowca mitsubishi, 57-letni mieszkaniec Sosnowca, usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.

Łukasz Litewka zginął w tragicznym wypadku

28 kwietnia mężczyzna podejrzany o śmiertelne potrącenie posła Łukasza Litewki opuścił areszt po tym, jak wcześniej sąd zadecydował o możliwości wpłacenia 40 tys. zł poręczenia majątkowego. Usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Podejrzany o spowodowanie wypadku przerywa milczenie. "Żyję z piętnem zabójcy"

Podejrzany o śmiertelne potrącenie Łukasza Litewki przerwał milczenie. Sławomir K. rozmawiał z dziennikiem "Fakt". Z gazetą rozmawiała także jego żona.

Magdalena, żona Sławomira K., w rozmowie z dziennikiem powiedziała, że jej mąż wstawał do pracy o godz. 4:00 rano.

– Tego dnia wstał tak jak zwykle, a po zmianie miał mnie odwieźć do pracy – powiedziała.

Mężczyzna się spóźniał, a ona nie mogła dłużej czekać, więc do niego zadzwoniła.

– Chyba stuknąłem faceta – miał powiedzieć jej mąż.

Kobieta pomyślała, że doszło do niegroźnej stłuczki. Była już spóźniona, więc postanowiła jechać do pracy autobusem. Z pracy została zabrana na przesłuchanie przez policję.

Sławomir K. wracał z pracy przed godziną 13:00.

– Gdy się ocknąłem po wypadku, widziałem tę osobę – powiedział "Faktowi".

Dopiero na przesłuchaniu, kim jest jego ofiara.

– Otworzyłem oczy, gdy auto było w rowie. Byli jacyś ludzie wokół mnie, byłem strasznie roztrzęsiony, dygotałem cały, nie mogłem wykręcić numeru 112. Z tego wszystkiego telefon mi się zablokował. Ktoś zadzwonił i wezwał służby – twierdzi.

Sławomir K. wspomniał, że przed wypadkiem chodził wyraźnie roztrzęsiony. Bał się, że straci pracę, bo pracodawca nie przedłuży mu umowy. Umowę w firmie zajmującej się sprzątaniem ulic miał do końca kwietnia.

– Cały czas to nade mną wisiało – powiedział.

Jak czytamy w "Fakcie" kłopoty z brakiem zatrudnienia zaczęły się, gdy poprzedni pracodawca – Poczta Polska – wdrożyła program redukcji pracowników.

Sławomir K. ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą. Jest ekonomistą. Po zwolnieniu z poczty długo nie mógł znaleźć pracy. Imał się każdej.

Później został sprzątaczem ulic. Jeździł w trzyosobowym zespole, zbierał z chodników śmieci i opróżniał kosze.

– Oddałem się całym sercem tym obowiązkom – powiedział.

Od czterech miesięcy mężczyzna jest bez pracy.

– Jest nieobecny – mówi jego żona. Magdalena.

On sam dodaje, że sytuacja jest w zawieszeniu "i czekanie czy pójdę do więzienia".

Wspomniał, że ukojeniem jest dla niego codzienna modlitwa do ojca Pio, która stała się porządkiem dnia. Modli się do patrona spraw trudnych za siebie i za Łukasza Litewkę.

– Skażą go choćby na rok, a mąż nie zabiłby muchy. Społeczeństwo będzie domagało się surowego wyroku, mąż na pewno pójdzie do więzienia. Boję się o niego, nawet rok z bandytami, kryminalistami, mąż tego nie przeżyje, będzie nagonka – mówi jego żona.

Sławomir K. przyznaje, że od początku przyznał się, odpowiadał na pytania prokuratora. – Nie mataczę, nie było żadnego innego samochodu, tylko mój. Jak to było, sam nie wiem – dodał.

Absurdalnymi nazwał teorie, jakoby miał przygotowywać zamach na Łukasza Litewkę.

– Szanowałem Łukasza Litewkę. Znałem go, bo kto go nie znał. Moja rodzina na niego głosowała. Dobry człowiek – powiedział.

Sławomir K. sam chciał zostać kiedyś radnym.

– To było 29 lat temu, zaraz po ślubie. Mąż chciał zostać radnym, ale wyleczył się z polityki – powiedziała jego żona.

Mężczyzna wspomina też, że po wypadku część znajomych zamilkła. Inni wspierają go. – Żyję z piętnem zabójcy. Tak już zostanie, bardzo tego żałuję, co się stało – przyznał.

Czytaj też:
Sprawca śmierci Litewki przesłuchany po raz drugi. Wiadomo, dlaczego
Czytaj też:
Przebudują drogę, na której zginął Łukasz Litewka. Zmieni się nie do poznania

Opracowała: Lidia Lemaniak
Źródło: DoRzeczy.pl / fakt.pl
Czytaj także