AfD zdobyła w wyborach w Saksonii-Anhalt 43,8 proc. głosów. Ugrupowanie będzie teraz próbowało przejąć władzę w pierwszym niemieckim landzie. Sukces partii ponownie uruchomił dyskusję o konsekwencjach jej rosnącej pozycji dla polityki bezpieczeństwa Niemiec.
Już pod koniec lipca gazeta "Die Welt" informowała, że rząd federalny Friedricha Merza analizuje ryzyko związane z ewentualnym przejmowaniem władz regionalnych przez prawicową AfD. Jedną z obaw miało być wykorzystywanie procedur administracyjnych i kompetencji landów do opóźniania transportów wojskowych NATO.
Sprawa ma szczególne znaczenie dla Polski, ponieważ Niemcy stanowią jeden z najważniejszych szlaków przerzutu wojsk i sprzętu z zachodniej części Europy na wschodnią flankę Sojuszu.
AfD mogłaby blokować transporty NATO?
Były szef biura informacji NATO w Moskwie Robert Pszczel podkreśla, że na razie mowa wyłącznie o potencjalnym scenariuszu. Nie wiadomo nawet, czy AfD będzie w stanie samodzielnie utworzyć rząd w Saksonii-Anhalt. "To nadal spekulacje, bo nie wiemy, czy w Saksonii-Anhalt politycy AfD utworzą własny rząd landowy. System polityczny w Niemczech jest skomplikowany, ale NATO jest organizacją międzyrządową. To rząd federalny w Berlinie odpowiada za kwestie bezpieczeństwa i polityki zagranicznej" – powiedział "Faktowi".
Ekspert zaznaczył jednak, że ze względu na politykę AfD takiego ryzyka nie należy całkowicie ignorować. "Wiadomo, że AfD nie kryje sympatii względem Rosji i niechęci do UE, ale też antyamerykańskiej polityki. Dlatego nie można w pełni wykluczyć takich działań" – stwierdził.
Pszczel podkreślił, że ewentualne zmiany w niemieckiej polityce bezpieczeństwa miałyby bezpośrednie znaczenie dla Polski. Niemcy są bowiem kluczowym hubem transportowym NATO, dysponują rozbudowaną infrastrukturą wojskową i logistyczną, a na ich terytorium stacjonują znaczne siły amerykańskie. "Niemcy stanowią hub transportowy z ropociągami i bazami wojskowymi, dowodzenia przez silną obecność wojsk USA, ale też są ogromną siłą militarną i gospodarczą" – zaznaczył.
"Zakrawałaby w praktyce na sabotaż"
Podobnie sytuację ocenia Jakub Graca z Instytutu Nowej Europy. Ekspert przypomina, że polityka obronna pozostaje kompetencją władz federalnych, a nie poszczególnych landów.
"Odmowa współpracy ze strony władz poszczególnych landów przy wykorzystaniu kompetencji własnych, kruczków prawnych czy zwykłej opieszałości zakrawałaby w praktyce na sabotaż" – ocenił.
Jak zaznaczył, problem mobilności wojskowej w Europie nie pojawił się wraz z sukcesem AfD. NATO i państwa członkowskie od kilku lat pracują nad uproszczeniem procedur pozwalających na szybkie przemieszczanie żołnierzy oraz sprzętu pomiędzy krajami. Niemcy również mają upraszczać procedury administracyjne we współpracy pomiędzy rządem federalnym a władzami landów.
"To, że rząd w Berlinie poważnie traktuje sprawę, jest dobrą wiadomością – jako sojusznicy mamy prawo wymagać tego, by każdy kraj członkowski zapewnił ze swojej strony dostępność wszystkich aktywów, które znajdują się pod jego jurysdykcją" – podkreślił Graca.
Kolejnym testem popularności AfD będą wybory regionalne zaplanowane na 20 września w Berlinie oraz Meklemburgii-Pomorzu Przednim.
Czytaj też:
Trump skomentował zwycięstwo AfD. "Niemcy mają dość"
