Kult ciała

Dodano: 
Psyche budzona przez pocałunek Kupidyna
Psyche budzona przez pocałunek Kupidyna Źródło: Wikipedia / Domena publiczna
Nagość antycznych posągów gorszyła chrześcijan, ale w końcu hipokryzja wzięła górę i zaczęto się nimi zachwycać. Dziś ludzkie ciało jest w centrum uwagi.

Nawet pobieżny przegląd zawartości Internetu wystarczy, by upewnić się, co jest dla człowieka najważniejsze. Oczywiście wizerunek utożsamiany z aparycją. Pragniemy być piękni, sprawni i wiecznie młodzi. Ludzkie ciało jest dziś w centrum uwagi.

Sześćdziesięciosiedmioletnia Madonna, stała klientka siłowni oraz gabinetów odnowy biologicznej, oddała się w ręce chirurgów plastycznych, ponieważ nadal chce być królową dyskotek. Justin Trudeau, niedawny premier Kanady, czarował wyborców wdziękiem godnym maturzysty. Muzea, instytucje z natury raczej nobliwe, również postanowiły iść z duchem czasu, odpowiedzieć na społeczne zapotrzebowanie. Dysponują wszak imponującymi zbiorami artefaktów, dokumentujących odwieczną fiksację na punkcie piękna i młodości. Perfekcyjne ciało początkowo było atrybutem boskim. Ludzka pycha nie zna jednak granic, wystarczy spojrzeć na wizerunki faraonów i cesarzy. W miarę postępów demokracji obsesja doskonałości trafiła pod strzechy.

Nagość antycznych posągów gorszyła chrześcijan, ale w końcu hipokryzja wzięła górę i zaczęto się nimi zachwycać. Nawet oziębła z natury Izabela Łęcka wzdychała do posągu Apollina, „który na niej zrobił tak silne wrażenie, że kupiła piękną jego kopię i ustawiła w swoim gabinecie”. Nie była w owej egzaltacji odosobniona. Gdy Bolesław Prus pisał „Lalkę”, już od ponad 100 lat salonowy wzorzec piękna wyrażał się w neoklasycyzmie.

Johann Joachim Winckelmann, guru oświeconych estetów, nisko cenił artystów współczesnych. Zalecał, by (jeśli już muszą tworzyć) naśladowali styl starożytnych Greków. Dziwnym trafem w tym samym 1764 r., w którym Niemiec opublikował przełomowe dzieło „Geschichte der Kunst des Alterthums”, caryca Katarzyna II zainstalowała na polsko-litewskim tronie swojego kochanka Poniatowskiego.

Gipsy konta marmury

Król Staś już wcześniej dał się poznać jako miłośnik sztuki zmierzającej ku harmonii i doskonałości formy. Teraz udrapował się w szaty przychylnego muzom Apolla. Przeczucie, że na tym polu dokona więcej niż w polityce, okazało się słuszne, lecz sukcesom towarzyszyły porażki. Rzymu, w którym Winckelmann spędził najlepsze lata, nigdy nie było mu dane obejrzeć na własne oczy. Nie ziściło się również odziedziczone po Sasach marzenie o zgromadzeniu ważkiej kolekcji oryginalnych antycznych zabytków.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Autor: Wiesław Chełminiak
Czytaj także