Obserwator mediówSprzedała się za kosz wieprzowiny

Sprzedała się za kosz wieprzowiny

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
Dodano
Leszka Millera czeka ciężka walka z zepsuciem obyczajów w środowisku SLD-owskiej lewicy. Kiedyś działacze i ich bliscy nie schodzili poniżej kilkudziesięciu tysięcy, teraz świnią się za kilka kilogramów parówek.

Były działacz KC PZPR, dawny i dzisiejszy lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jest coraz bliżej powrotu do władzy. Nieistotne, czy stanie się to w wyniku ewentualnych wcześniejszych wyborów parlamentarnych, czy po tych w 2015 r., gdy Platforma nie chcąc oddać władzy prawicy, prawdopodobnie będzie musiała zaprosić do rządowego tańca postkomunistów.

Jednak zanim Miller podejmie walkę o dobry wynik SLD, czeka go ciężki bój z zepsuciem obyczajów wśród działaczy i sympatyków obecnej lewicy. Niepokojące sygnały dotyczące rodzin działaczy SLD płyną bowiem z terenu. Okazuje się, że kawiorowa lewica staje się lewicą parówkową. Pod koniec października sieradzka prokuratura postawiła korupcyjne zarzuty Małgorzacie E.-J., prywatnie żonie Dariusza Jońskiego, rzecznika SLD. Pracując w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, sporządzała lewe raporty potwierdzające wykonanie inwestycji, które wykonane nie zostały. Robiła za łapówki: cztery kosze z kiełbasą, szynkami i innymi wędlinami.

Taka informacja musiała szczerze zaniepokoić kierownictwo SLD. Skandal, hańba i zdziczenie obyczajów. I to na krótko przed spodziewanym podziałem najpierw samorządowych, a później rządowych stanowisk, apanaży i profitów.

Dotąd wieść gminna głosiła, że lewica byle czego nie bierze. Ot, wystarczy przypomnieć takiego Lwa Rywina. Domagał się wszak, by Agora zapłaciła 17,5 mln dol., czyli według ówczesnego kursu około 60 mln zł firmie Heritage Films, a za jej pośrednictwem – jak twierdził Rywin – SLD za korzystną zmianę w ustawie medialnej.

Jednak co tam Rywingate. Były baron SLD Andrzej Pęczak, prywatnie dobry kumpel Millera z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, zdefraudował 42 mln zł. A jeśli chodzi o korupcję, to też nie sprzedał się za byle słoninę, tylko za luksusowego mercedesa od Marka Dochnala.

Dawny SLD-owski wiceprezydent Zabrza – Jerzy Wereta – od miejscowych biznesmenów i znanego lokalnego gangstera wziął, według prokuratury, 800 tys. zł za niekorzystną dla miasta zmianę przeznaczenia gruntów i ustawienie przetargu. Nawet Ryszard Nawrat, były wojewoda dolnośląski z ramienia SLD, cenił się wyżej: przyjął wartą ponad 20 tys. zł wycieczkę do Portugalii. Nie wspominając już o samorządowcach i politykach SLD powiązanych z mafią starachowicką, niesławną aferą związaną z Laboratorium Frakcjonowania Osocza w Mielcu czy interesach Petera Vogla.

Sprzedać się za kosz przetworzonej wieprzowiny wartej 600 zł? To świńskie rozmienianie ideałów SLD na drobne. Wygląda na to, że nie tylko Dariusz Joński musi jeszcze wiele żonę nauczyć o zasadach funkcjonowania tego środowiska. Ciężka praca czeka przede wszystkim Leszka Millera, by wytłumaczyć działaczom, quo vadis lewico. Nieocenioną pomocą będą w tym dawni, wypróbowani działacze rwący się, by znów wziąć udział w podziale łupów. Ups... przepraszam – wrócić do polityki. Tacy jak choćby Henryk Długosz, były baron SLD skazany za przecieki w aferze starachowickiej, który niedawno wrócił do Sojuszu.

foto:wiki

Czytaj także

 0

Czytaj także