Napięta sytuacja w Donbasie. Ekspert: Może powtórzyć się scenariusz gruziński

Napięta sytuacja w Donbasie. Ekspert: Może powtórzyć się scenariusz gruziński

Dodano: 23
Rosyjscy żołnierze podczas parady wojskowej w Moskwie
Rosyjscy żołnierze podczas parady wojskowej w Moskwie / Źródło: Wikimedia Commons
Putinowska Rosja już dowiodła, że jest zdolna do wszystkiego i trudno przewidzieć, co zrobi – uważa ekspert wojskowy Mariusz Cielma.

Ekspert wojskowy i redaktor naczelny branżowego magazynu "Nowa Technika Wojskowa" Mariusz Cielma udzielił wywiadu portalowi money.pl. Tematem rozmowy była m.in. kwestia koncentracji rosyjskich wojsk koło granicy z Ukrainą.

Rosyjskie wojska przy granicy z Ukrainą

Na początku kwietnia rosyjskie media zarzuciły Ukrainie prowokowanie wzrostu napięcia w Donbasie. Tymczasem, rosyjskie Ministerstwo Obrony zaczęło gromadzić siły militarne w obwodach graniczących z Ukrainą, a rosyjski wiceminister administracji Dmitrij Kozak zapowiedział, że Moskwa jest gotowa stanąć w obronie swoich obywateli mieszkających w Donbasie.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski alarmuje, że "rosyjska interwencja jest bardzo prawdopodobna i może do niej dojść każdego dnia".

W opinii Mariusza Cielmy taki scenariusz nie jest wykluczony. Ekspert zwrócił uwagę, że w Donbasie, gdzie wciąż trwają walki pomiędzy stroną ukraińską a prorosyjskimi separatystami, mimo formalnego zawieszenia broni liczba ostrzałów wzrosła.

– Ruchy wojsk rosyjskich przy granicy z Ukrainą także niepokoją. Strach przed otwartą wojną na nowych frontach wzmacnia fakt, że putinowska Rosja już dowiodła, że jest zdolna do wszystkiego i trudno przewidzieć, co zrobi – ocenia Cielma.

Jakie siły zaangażowała Moskwa?

Money.pl przypomina, że Główny Zarząd Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy informował o przerzuceniu na tereny graniczne i Krym 16 batalionowych grup taktycznych. Szacuje się, że w skład tych jednostek może wchodzić około 11-14 tys. żołnierzy.

Szef sztabu generalnego sił zbrojnych Ukrainy generał Rusłan Chomczak wskazuje z kolei, że już wcześniej wzdłuż ukraińskiej granicy stacjonowało 28 batalionowych grup taktycznych, a teraz dołącza do nich następne 25.

Dokładnymi liczbami w zakresie liczebności swoich sił zbrojnych na granicy ukraińsko-rosyjskiej i na Krymie dysponuje oczywiście tylko Moskwa. W poniedziałek rzecznik Kremla zapewnił, że ruchy rosyjskich wojsk nie stanowią dla Ukrainy zagrożenia, lecz są jedynie realizacją zaplanowanych wcześniej ćwiczeń i sprawdzianem gotowości armii.

Manifestacja siły czy przygotowania do wojny?

Pytany, czy to teatr, czy realne przygotowania do wojny, Mariusz Cielma odpowiada, że żadnej z tych opcji nie można wykluczyć. Zaznaczył, że Moskwa planuje na ten rok kolejne ćwiczenia Zapad.

– Zatem za kolejne kilka miesięcy będziemy świadkami następnego teatru wojskowo-dyplomatycznego. Poprzednie takie ćwiczenia dla sytuacji w regionie nie miały większego znaczenia. Armia i tak jest w Rosji w ciągłej gotowości, a tak ćwiczy się po prostu przesuwanie całych zgrupowań wojsk - tłumaczy Cielma.

– Może powtórzyć się gruziński scenariusz. W 2008 r. to przecież Gruzja dokonała uderzenia uprzedzającego i Rosjanie na tacy dostali pretekst do ataku. Może jakiś dowódca polowy sam podejmie podobną decyzję lub dojdzie do prowokacji i konflikt rozpocznie się, przynajmniej w teorii, z winy ukraińskiej – dodaje ekspert

Czytaj też:
Wzrost napięcia w Donbasie. Bartosiak: Potrzebujemy armii, która będzie instrumentem polityki
Czytaj też:
"Takiego scenariusza nie można wykluczyć nigdy". Wiceszef MSZ o "kryminalnych działaniach" Rosji

Źródło: money.pl
+
 23
Czytaj także