"To oznaczałoby wojnę". Absurdalne słowa białoruskiego polityka

"To oznaczałoby wojnę". Absurdalne słowa białoruskiego polityka

Dodano: 19
Służby zabezpieczają przejście graniczne w Kuźnicy
Służby zabezpieczają przejście graniczne w Kuźnicy / Źródło: Flickr / Kancelaria Premiera
Sekretarz stanu w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego Białorusi Aleksandr Wolfowicz uważa, że Polska prezentuje bezsilność wobec sytuacji na granicy.

Wolfowicz udzielił wywiadu państwowej agencji informacyjnej BiełTA. To kolejna już wypowiedź białoruskiego polityka, który bezpodstawnie oskarża i atakuje Polskę.

Sekretarz stanu mówi, że używanie "czołgów, artylerii samobieżnej i śmigłowców bojowych" przeciwko "bezbronnym ludziom" nie jest dowodem siły. Oczywiście Polska nie użyła żadnego z tych narzędzi (nasze służby zastosowały jedynie armatki wodne, które pozwoliły na odparcie agresywnego szturmu imigrantów na granicę).

"Wojna w środku Europy"

– To, co pokazują, to nie siła, ale bezsilność, moim zdaniem. Strzelali armatkami wodnymi i rozpylali gaz w kierunku terytorium sąsiedniego państwa. Tym samym naruszyli zobowiązania międzynarodowe, o których przestrzeganie tak głośno apelują i wzięli na cel terytorium obcego państwa. My nie użyliśmy armatek wodnych i gazu łzawiącego w odpowiedzi. A co, gdyby Polska użyła artylerii samobieżnej przeciw migrantom? To rozpoczęłoby wojnę w środku Europy – stwierdził Wolfowicz.

Aleksandr Wolfowicz w rozmowie z agencją BiełTA mówił też, że Białoruś "w pełni doświadczyła koszmaru II wojny światowej". Do dziś wykopujemy szczątki ofiar. Drżymy z grozy wspominając, co naziści i ich wspólnicy zrobili. Dlatego nie mamy prawa pozwolić, by to się powtórzyło. Białoruś nie ma prawa popełnić politycznego błędu, nie mówiąc już o błędzie wojskowym – stwierdził.

Białoruś oskarża Polskę o otwarcie ognia

Białoruski Komitet Graniczny stwierdza, że polscy funkcjonariusze otworzyli ogień na granicy. Agencja informacyjna BiełTA podaje za białoruskim Komitetem Granicy Państwowej, że polscy funkcjonariusze "odpowiedzieli salwą z broni automatycznej" na próbę przedostania się grupy imigrantów na terytorium Polski.

Chodzi o wydarzenia z 23 listopada. BiełTA opisuje, że tego dnia "dwóch cudzoziemców podeszło do ogrodzenia na granicy z Polską i poprosiło o szansę złożenia wniosku o status uchodźcy". Białoruski Komitet stwierdził, że "mężczyźni nie zachowywali się agresywnie, ale polscy funkcjonariusze rozpylili na nich gaz pieprzowy".

Czytaj też:
Prezydent Duda: Będziemy nadal bronili granicy UE i NATO
Czytaj też:
Zamieszki na granicy. Białorusini próbowali oślepić polskich żołnierzy

Źródło: rp.pl / BiełTA
 19
Czytaj także