Gursztyn opisał sprawę w serii wpisów na mediach społecznościowych. Przekazał, że w ostatnim czasie zgłosiło się do niego dwóch dziennikarzy, których dzieci są gorzej traktowane od swych rówieśników.
"To sprawa, która b. mnie ruszyła. Już druga osoba opowiedziała mi, niezależnie od siebie, jak traktowane są jej dzieci z powodu poglądów polit. swoich rodziców. Obie historie z Wawy, dot. dziennikarzy uznawanych za prawicowych. Jeden b. znany, drugi nieco mniej" – napisał Gursztyn na Twiiterze.
W kolejnym wpisie precyzował, że jego rozmówcy się nie znają, a sprawa dotyczy dzieci we wczesnym wieku podstawówkowym.
"Ponieważ dzieci mają prawicowych rodziców to przestały być zapraszane na klasowe kinder-balle. Koledzy i koleżanki są zbyt mali, by wiedzieć o polityce, ale ich rodzice zdecydowali za nich" – napisał.
"Po prostu jedni rodzice zabronili zapraszania dzieci rodziców o poglądach prawicowych. Tolerancja a la Miasteczko Wilanów. Żeby było jasne dot. to dzieci z pierwszych klas podstawówki" – dodaje dziennikarz w kolejnym wpisie.
Sprawę skomentował również Rafał Ziemkiewicz. "W przedszkolu moja córka zaprzyjaźniła się z córką jednego z prominentów PO, dziewczynki zapraszały się do siebie, nikt nie miał z tym problemu. Ale wtedy PO wierzyło, że będzie rządzić zawsze, a my wymrzemy jak dinozaury. Dopiero gdy dostali kopa od wyborców stali się nieznośni" – napisał publicysta.
Czytaj też:
Kompromitacja dziennikarki TVN24. Przypisała sobie słowa innej prezenterkiCzytaj też:
"Co to są za porównania?!". Ostre spięcie Dworczyka z dziennikarzem
