Sadowski: Najlepszą tarczą antyinflacyjną jest przywrócenie wartości polskiemu złotemu

Sadowski: Najlepszą tarczą antyinflacyjną jest przywrócenie wartości polskiemu złotemu

Dodano: 36
Prezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski
Prezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski / Źródło: PAP / Leszek Szymański
Gdyby inflacja pochodziła tylko z zagranicy, to w innych krajach byłaby na podobnym poziomie jak w Polsce, a nie jest – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

Ostatnio wicepremier Jacek Sasin stwierdził, że źródła inflacji leżą poza Polską. Zgadza się pan z tą tezą?

Andrzej Sadowski: W części jest to prawda, bo wraz z importem m.in. ropy, importujemy do naszego kraju też inflację. Transakcje na rynku ropy rozliczane są w dolarach. Im więcej jest za sprawą FED pustych dolarów, tym cena ropy rośnie i ma to wpływ na poziom naszej inflacji, ale nie całej. Cena ropy jest dodatkowo i niepotrzebnie dla Polski wyższa, bo niektóre wystąpienia prezesa NBP osłabiały naszą walutę. A to już jest czynnik wewnętrzny.

Zarówno NBP, jak i rząd mają swój udział w wewnętrznych źródłach inflacji, chociażby poprzez dodruk pieniądza lub poprzez nadmierne wydatki i galopujące zadłużenie. Jeżeli słusznie wskazuje się na zewnętrzne źródła inflacji, to warto podać, jakie one są i za jaką jej część odpowiadają. Gdyby inflacja pochodziła tylko z zagranicy, to w innych krajach byłaby na podobnym poziomie jak w Polsce, a nie jest. O ile na zewnętrzne źródła rząd ma ograniczony wpływ, to na wewnętrzne już ma i może na nie świadomie wpływać.

Z drugiej strony słyszymy, że inflacja jest ceną, jaką musimy zapłacić za utrzymanie niskiego bezrobocia w Polsce w okresie epidemii koronawirusa. Czy pana zdaniem rzeczywiście te dwie kwestie są powiązane, a jeśli tak, to czy warto było ponieść taką cenę za niskie bezrobocie?

Warto przypomnieć, że malejące bezrobocie w Polsce było też w czasie, kiedy była deflacja. Mimo, że obywatele nominalnie mieli tyle samo banknotów w swoim portfel, to zyskiwali na wzroście wartości pieniądza mogąc za niego coraz więcej kupować, bo spadały cały czas ceny. Polska w czasie epizodu deflacji rozwijała się nie gorzej, ale obywatele zyskiwali na wartości swoich oszczędności, a nie tracili jak dziś. Deflacja, którą straszono nas prawie jak nadchodzącym końcem świata w gospodarce, pokazała, że jest dobra dla wszystkich poza rządem, którego wpływy jako pierwszemu rosną najszybciej w czasie inflacji. Deflacja jest porządnym stanem dla obywateli oraz rozwoju.

Z doświadczenia nie wynika, że inflacja jest konieczną ceną za rozwój gospodarczy. Jeżeli dzisiejsze jego wyniki skorygujemy o prawdziwy poziom inflacji, to czy będzie on większy niż jak była deflacja? Jeszcze nie aż tak dawno polska polityka gospodarcza zmagała się z dwucyfrową inflacją i dążyła, aby była ona jednocyfrowa. Inflacja ma cenę, ale jest to cena spowolnienia rozwoju mieszkalnictwa, czy długookresowych inwestycji. Jak w sytuacji tak wysokiej oraz nieprzewidywalnej inflacji polska rodzina ma brać kredyt na zakup mieszkania? Z inflacji korzystają głównie bogaci, bo dla obywatela inflacja ma tylko niszczące skutki.

Jak pan ocenia rządowa tarczę inflacyjną? Obniżenie podatków na paliwa wyhamuje wzrost cen?

Tarcza nie byłaby potrzebna, gdyby jeszcze przed pandemią NBP i rząd zareagował na zaskakująco wyższą w Polsce inflację, niż w innych po sąsiedzku krajach. Kilka tygodni temu rządzący kategorycznie wykluczali obniżki opodatkowania. Skoro dziś jednak są możliwe, to powstaje pytanie, w którym momencie rządowi przy podejmowaniu decyzji dostarczono sfabrykowane analizy?

Mam nadzieję, że również i ten rząd przekona się, jak to miało miejsce wielokrotnie w ciągu ostatnich trzech dekadach, że obniżki opodatkowania przynoszą większe wpływy do budżetu, niż utrzymywanie wysokich podatków. Rząd powinien mieć prawo do uczciwych analiz skutków redukcji opodatkowania. Najlepszą tarczą antyinflacyjną jest przywrócenie wartości polskiemu złotemu oraz zredukowanie wydatków rządowych, które w żaden sposób nie przekładają się na dobrobyt obywateli.

Rząd zapowiada obniżkę podatków na pierwsze półrocze 2022 roku. Takie podejście zakłada, że cena paliw na światowych rynkach spadnie w ciągu najbliższych miesięcy. W przeciwnym razie rząd przywracając obecną stawkę opodatkowania może sam wpędzić się w trudną politycznie sytuację. Czy są jakieś sygnały świadczące o tym, że sytuacja światowej gospodarki będzie za pół roku lepsza?

Zarówno obecny skład Rady Polityki Pieniężnej, jak i poprzednie uprzedzały, że od podjęcia decyzji o obniżce, czy podwyżce stopy procentowej jej skutki będą zauważalne dopiero po ok. 9 miesiącach. Jeżeli rząd chce uzyskać pozytywne skutki zapowiadanych obniżek podatków, to powinien skorzystać z doświadczeń RPP, a nie z góry zakładać, że są one tylko na pół roku. Poza tym, co będzie jeżeli te obniżki zaczną przynosić wyższe wypływy rządowi? Czy rząd nie powinien utrzymać na stałe niższych podatków, zamiast jak w przypadku podwyżki VAT na okres przejściowy, który dawno minął utrzymywać go do tej pory?

W 2022 rząd potraktuje obywateli i gospodarkę nową terapią szokową jaką będzie „Polski Ład”. Już dzisiaj można zauważyć nasilającą się niepewność w połączeniu chaosem, który powstaje chociażby w gorączkowym przeprogramowywaniem systemów informatycznych używanych w gospodarce. Jeszcze nie wyszliśmy z zapaści, a już mamy terapię szokową, która może zniweczyć pozytywne skutki obniżki opodatkowania. Ponadto aprioryczne założenie, że obniżka będzie obowiązywała tylko przez pół roku świadczy o nie uwzględnieniu złożoności i czasu procesów, które oddziaływają na społeczeństwo i gospodarkę.

Rządy w przeszłości wielokrotnie popełniały podobny błąd. W 1997 roku ówczesny rząd zabrał się za schładzanie gospodarki, bo uznał, że polska gospodarka rozwija się dla niego za szybko. Gdy już ją schłodził do tego stopnia, że jednocyfrowe bezrobocie stało się dwucyfrowe i cały czas rosło, to nie był w stanie jej „podgrzać”. Krzysztof Dzierżawski przestrzegał, że „gospodarka jest fenomenem społecznym, nie fizycznym. Gdyby politycy i ekonomiści przyjęli to do wiadomości, musieliby porzucić marzenia o możliwości pozytywnego wpływu na zjawiska gospodarcze”.

Czyli pół roku nie wystarczy, aby stwierdzić, że obniżka podatków spowodowała wyższe wpływy do budżetu państwa?

Odwołajmy się do polskich doświadczeń. Kiedy w Polsce w 2002 roku obniżono akcyzę na alkohol o 30 proc., to w pierwszym już roku wpływy dzięki niej były wyższe o prawie pół miliarda złotych. Gorzelnie zaczęły pracować na trzy zmiany, a przemyt praktycznie ustał. Przy tak dużym spadku opodatkowania efekt jest natychmiastowy.

Podobnie było w przypadku redukcji opodatkowania wynajmu mieszkań i lokali o połowę. Od tego momentu rząd ma cały czas rosnące wpływy z tego tytułu. Przykładów takich w naszym kraju jest więcej. Przy obniżce opodatkowania należy postąpić analogicznie jak przy wprowadzeniu na okres przejściowy podwyżki podatku VAT, która została wprowadzona tylko na 3 lata. Rząd powinien odpłacić się dziś społeczeństwu obniżkami opodatkowania na podobny czas.

Czytaj też:
Prezes NBP: Zmieniam retorykę. Inflacja nie jest przejściowa
Czytaj też:
Podwyżka akcyzy na alkohol i papierosy. "Ucierpią głównie polskie firmy"

Źródło: DoRzeczy.pl
 36
Czytaj także