Dr Brzeski: Omotanie Kijowa przez macki Paryża i Berlina to czarny scenariusz dla Warszawy

Dr Brzeski: Omotanie Kijowa przez macki Paryża i Berlina to czarny scenariusz dla Warszawy

Dodano: 
dr Rafał Brzeski
dr Rafał Brzeski Źródło: YouTube / TV Republika
Najważniejsi sojusznicy Rosji w Europie: liderzy Niemiec i Francji poprawnie odczytali sekretne przesłanie Putina i dotarło do nich, że Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie – mówi ekspert ds. służb specjalnych dr Rafał Brzeski w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Jak odbierać słowa Putina z rosyjskiego "Dnia Zwycięstwa"? Czy padło jakieś ważne ukryte przesłanie?

Dr Rafał Brzeski: Okolicznościowe przemówienie Putina było takie, jak rosyjska ofensywa w Donbasie - dreptanie w miejscu. Straszenie krwiożerczym NATO i wezwania do świętej walki w obronie ojczyzny na polu bitwy poza granicami kraju brzmiały pusto i już bardziej na miejscu były gawędy z weteranami pasujące do kocyka na kolanach. Być może ukrytym przesłaniem było ostrzeżenie dla sojuszników: nie mam już nic w zanadrzu. Sami widzicie: zmodernizowany czołg z sowieckich czasów i nadający się tylko do pokazów czołg T-14 Armata, uznany za niezdolny do działań na polu walki. A defiladę lotniczą trzeba było odwołać w ostatniej chwili, bo rozeszły się plotki, że na Plac Czerwony przywiozą helikopterami pralki i lodówki z Ukrainy.

Za nami rozmowy na linii Scholz-Putin. Pojawiają się opinie, że to może być przełom i możemy spodziewać się dobrych wiadomości. Czy tak jest faktycznie?

Wygląda na to, że przełom jest, ale czy wiadomości są dobre trudno powiedzieć. Jak się wydaje, najważniejsi sojusznicy Rosji w Europie: liderzy Niemiec i Francji poprawnie odczytali sekretne przesłanie Putina i dotarło do nich, że Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie. Nie można więc dłużej liczyć na zwycięstwo Kremla i powrót to status quo ante, a zatem zamiast wzdychać "żeby było tak, jak było". Trzeba tworzone latami projekty odłożyć na półkę i szybko zmieniać front. Sygnał dał koncern Siemensa, który machnął rękę na ponad 600 milionów euro strat i po 170 latach obecności wycofuje się pospiesznie z Rosji. Zachętę do zwrotu dał ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba, który po spotkaniu z niemiecką minister do spraw współpracy gospodarczej i rozwoju Svenją Schulze ujawnił, że zaprosił Niemcy do objęcia przewodnictwa w odbudowie jednego z regionów Ukrainy, który ucierpiał w wyniku rosyjskiej agresji. To dopiero będzie biznes. Samonapędzający się. Kupujemy gaz i ropę od Rosji, płacimy terminowo tak jak Moskwa chce, Kreml dostaje fundusze na prowadzenie wojny, armia rosyjska rujnuje ukraińskie miasta, my je odbudowujemy ze zgliszczy i tak w kółko. Kto zyskuje? Niemcy. Kto płaci? Ukraińcy życiem, a pieniędzmi społeczność międzynarodowa gotowa do pomocy Ukrainie.

I mamy tu jeszcze rolę Francji.

Widząc niemieckie kalkulacje, kieszonkowy Bonaparte Emmanuel Macron zażądał, z typową dla przywódców państw kolonialnych arogancją, żeby walcząca z powodzeniem Ukraina zrezygnowała ze swojej suwerenności i zrobiła Putinowi prezent z części swego terytorium, gdyż neo-car musi zachować twarz i nie może ot tak skapitulować. Do ciągnięcia zysków z perpetuum mobile niemieckiego pomysłu, potrzebny jest na Kremlu Putin, gdyż ktoś inny mógłby zrezygnować z imperialnych ciągot i diabli by wzięli tak wspaniały interes. Machinacje Niemiec i Francji wokół powojennej odbudowy Ukrainy polecam uwadze naszych rządzących, aby nie stało się, że wygramy wojnę a przegramy pokój, tak jak po bitwie pod Grunwaldem. Chodzi tu nie tylko o kontrakty i profity, ale również o wpływy. Praktycznie już teraz walczymy na dwa fronty. Z jednej strony Białoruś i za nią Rosja, z drugiej Niemcy i za nimi Francja. Omotanie Kijowa przez macki Paryża i Berlina to czarny scenariusz dla Warszawy.

Finlandia i Szwecja zadeklarowały chęć przystąpienia do NATO. Rosja odpowiada, że to będzie dla niej zagrożenie. Jak może rozwinąć się ta sytuacja?

Jeżeli Finlandia i Szwecja zostaną państwami członkowskimi NATO, to Bałtyk będzie wewnętrznym akwenem Sojuszu Atlantyckiego. Ruch do Sankt Petersburga będzie pod kontrolą NATO, zaś Obwód Kaliningradzki zostanie de facto odcięty od Rosji, a dowództwo Floty Bałtyckiej w Kaliningradzie straci swobodne połączenie z bazą w Kronsztadzie. Od panowania Iwana Groźnego w XVI wieku Rosja rozrastała się terytorialnie o 100 km2 dziennie i tak się przyzwyczaiła, że każde ograniczenie tego trendu uważa za zagrożenie dla swego bezpieczeństwa. Co teraz zrobi? Trudno powiedzieć. Na razie wyłączyła Finlandii prąd.

Jakby z odsieczą dla Rosji przychodzi Turcja, która jest przeciwna przystąpieniu Finlandii i Szwecji do sojuszu. Erdogan twierdzi, że są kraje będące domem dla wielu terrorystów. W co gra Ankara?

Jak się ma prawo weta i można zablokować coś, na czym innym zależy, to dlaczego nie skorzystać? Nie jest wykluczone, że w Szwecji i Finlandii wegetują w jakimś kącie kurdyjscy ekstremiści, ale doświadczenie uczy, że w Ankarze siedzi szantażysta. Na szczęście "perswazyjny" potencjał amerykańskiego sekretarza stanu sprawia, że zamiast weta doczekamy się zapewne tureckiej aprobaty.

Widzieliśmy w Polsce oblanego farbą rosyjskiego ambasadora. Czy możemy mówić o prowokacji, na którą wielu dało się nabrać?

Ambasador został ostrzeżony, zlekceważył ostrzeżenie, czyli prowokował incydent. Z drugiej strony, ktoś, kto podaje się za dziennikarza winien wiedzieć, że ambasador reprezentuje głowę innego państwa i nawet jeśli jest nią Putin, to ambasadorowi należy się nietykalność i szacunek. Dziennikarz profesjonalista winien też być świadom, że naraża gospodarza terenu, Polskę, z której uprzejmości korzysta, na delikatnie mówiąc nieprzyjemne konsekwencje. Problem w tym, że w dziennikarskim zawodzie coraz mniej profesjonalistów, a coraz więcej amatorów.

Czytaj też:
Groźby w stronę Finlandii i Szwecji. "Nie powinni mieć złudzeń, że będziemy to tak po prostu znosić"
Czytaj też:
Próby nielegalnego przekroczenia granicy. Znów Afrykanie

Źródło: DoRzeczy.pl
 0
Czytaj także