Jak łatwo zostać „ruskim agentem”
  • Łukasz WarzechaAutor:Łukasz Warzecha

Jak łatwo zostać „ruskim agentem”

Dodano: 5
Flagi Rosji i Polski
Flagi Rosji i Polski Źródło: PAP / Wojciech Pacewicz
Najmodniejsze obecnie narzędzie wykluczania kogoś z debaty to zarzut prorosyjskości. Ma on w Polsce długą tradycję.

Był kiedyś czas, gdy w polskiej debacie zarzutem wykluczającym było oskarżenie o antysemityzm. Wówczas niemal niepodzielny rząd dusz sprawowała „Gazeta Wyborcza”, a kogo organ Adama Michnika mianował antysemitą – jak przytrafiło się choćby prof. Ryszardowi Legutce – ten był napiętnowany i bywał wyrzucany poza główny nurt.

Zarzut antysemityzmu służył jednak w zasadzie jednej stronie – lewicowej. Druga mogła się przed nim najwyżej bronić. Od tego czasu wiele się zmieniło, a i sam antysemityzm przestał być bronią atrakcyjną. Wszak nowoczesna lewica choćby poprzez wspieranie Palestyńczyków zaczęła sympatyzować z klimatami, które niegdyś gazeta Michnika zwalczałaby właśnie oskarżeniami o antysemityzm.

Od pierwszej dekady XXI w. zmieniło się bardzo wiele. „Gazeta Wyborcza” nie jest już hegemonem, medialny układ mocno się zmienił, podobnie jak polska polityka. Potrzebny był nowy kij. I taki się znalazł. Choć istniał od dawna, ale dziś zyskał na atrakcyjności, a co ciekawe – jest poręczny dla obu stron konfliktu, które chętnie okładają się nim nawzajem, od czasu do czasu zgodnie okładając nim wspólnego wroga. To kij prorosyjskości.

Historia wroga

Zarzut to o długiej w Polsce tradycji, sięgającej XVIII w., kiedy Rosja wyrosła na głównego animatora i inicjatora najpierw ubezwłasnowolnienia, a potem rozczłonkowania Rzeczypospolitej między zaborców. Rosja awansowała na naczelnego wroga po raz pierwszy za sprawą konfederacji barskiej, której uczestnicy widzieli ją jako obmierzłego promotora przywilejów dla innowierców i znienawidzonego przez wielu króla Stasia. Potem były I i II rozbiór oraz wojna polsko-rosyjska 1794 r.

Wiek XIX ten sposób widzenia Rosji ugruntował. To w Królestwie Polskim, w zaborze rosyjskim, wybuchły dwa narodowe powstania, a podglebiem obu była coraz intensywniejsza niechęć do zaborcy, która w przypadku powstania styczniowego przybrała formę wręcz obsesyjną i całkowicie irracjonalną, wykolejając reformy Aleksandra Wielopolskiego.

Cały artykuł dostępny jest w 24/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 5
Czytaj także