Zacieranie różnic

Zacieranie różnic

Dodano: 
Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne Źródło: Pixabay
Dariusz Wieromiejczyk II Mam wrażenie, że następujące w otaczającym nas świecie „podniesienie” zwierząt we wrażliwości współczesnych do godności człowieka przyniosło nam, paradoksalnie, obniżenie godności ludzkiej do poziomu zwierzęcia. Straciły na tym nasze relacje z otaczającymi ludźmi, zwierzęta zyskały niewiele.

Wszyscy pamiętamy zapewne dramatyczne sceny, które w sierpniu ubiegłego roku rozgrywały się w czasie ewakuacji wojsk NATO-wskich z Kabulu. Afgańscy cywile uwieszeni podwozi startujących z kabulskiego lotniska samolotów, już w powietrzu odrywający się od maszyn i roztrzaskujący o ziemię. Tłumy ludzi szturmujących w panice bramy lotniska, wybuch bomby, której ofiarami padło kilkunastu amerykańskich żołnierzy i ponad 170 afgańskich cywilów – także kobiet i dzieci. Wydarzenia te naruszyły wizerunek nie tylko amerykańskiego supermocarstwa, lecz także całego „kolektywnego Zachodu”. Mało kto wie, że jeden z ostatnich samolotów, który odleciał z zajmowanego przez talibów Kabulu, wywiózł do bezpiecznej Wielkiej Brytanii zgoła niecodziennych pasażerów. Wyczarterowany za ponad 200 tys. funtów przez brytyjską organizację charytatywną Nowzad wziął na pokład profesjonalnie przygotowane do międzykontynentalnej podróży, zabezpieczone farmakologicznie i umieszczone w profesjonalnych klatkach 94 psy i 68 kotów. Na pokładzie nie znalazło się miejsca dla żadnego Afgańczyka ani Afganki. Nie odlecieli nim nawet miejscowi pracownicy prowadzonego przez Nowzad schroniska dla bezdomnych zwierząt. Prowadzący je celebryta ekologiczny, były żołnierz brytyjski, Paul „Pen” Farthing, wyraził z tego powodu szczere ubolewanie i obiecał zrobić, co może, by ułatwić swoim pracownikom ewakuację drogą lądową. Do tej pory udało się to tylko części z nich. Historia prowadzonego przez Paula Farthinga schroniska zaczęła się wraz z wkroczeniem wojsk brytyjskich do afgańskiej prowincji Helmand.

Zacytujmy stronę internetową organizacji Nowzad: „Brytyjscy marines, którzy przybyli do miasta w listopadzie 2006 r., szybko zorientowali się, że nie tylko miejscowa ludność potrzebuje pomocy. Liczne bezdomne psy, które zapełniały ulice Now Zad, znalazły teraz obrońcę, być może pierwszy raz w swoim życiu. Okazał się nim sierżant »Pen« Farthing”. Misją zaradnego i wrażliwego sierżanta stało się „wygranie tej wojny dla zwierząt”. Szybko stał się celebrytą, lubianym i szanowanym także na politycznych salonach. Tym, co przydaje dodatkowej pikanterii kabulskiej ewakuacji czworonogów, jest to, że – jak wynika z ujawnionej niedawno korespondencji wysokich urzędników brytyjskiego Foreign Office – jej sprawne przeprowadzenie mogło być zasługą samego Borisa Johnsona.

Cały artykuł dostępny jest w 26/2022 wydaniu tygodnika Do Rzeczy.

 0
Czytaj także