Kanclerz Niemiec Olaf Scholz wziął udział jako gość w spotkaniu premierów państw nordyckich w Oslo. Wyraził swój sprzeciw wobec propozycji zakazu wjazdu do UE dla rosyjskich turystów. – Wiele osób ucieka z Rosji, nie zgadzając się z reżimem Władimira Putina. To nie jest wojna narodu rosyjskiego, to jest wojna Putina (...). Wszystkie podejmowane przez nas decyzje nie powinny komplikować wyjazdu z kraju lub ucieczki od dyktatury w Rosji – przekonywał polityk.
Terlecki: To wszystko są bajki
Słowa te skomentował szef klubu PiS, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Powiedział na antenie Polskiego Radia, że nie można oceniać działań prezydenta Rosji Władimira Putina w oderwaniu od narodu rosyjskiego.
– Mówienie, że to Putin zwariował, że trzeba pozbyć się Putina a nastanie pokój, że Rosjanie to są cywilizowane baranki, a garstka jakichś szaleńców z dawnego KGB próbuje ich zmusić do wojny, no to wszystko są bajki. Służą takiemu rozbrojeniu, można powiedzieć, świata, który gotów jest na wszystko, tylko nie na wojnę. Byle tylko uratować pokój za wszelką cenę – powiedział Terlecki.
Polityk dodał, że mechanizm ten działałby nadal, nawet gdyby Rosja w swoich działaniach "posunęła się dalej": – Ratujmy pokój dla Ameryki, Francji, Niemiec i innych państw, a trudno, tam gdzieś na obrzeżach Europy toczy się jakaś wojna. Zamknijmy drzwi i spróbujmy nie słyszeć co się tam dzieje.
– Świat patrzy na tę wojnę, jako wojnę peryferyjną. Ona się dzieje gdzieś tam w Europie Wschodniej, dla zachodnich Europejczyków, czy mieszkańców innych kontynentów to jest problem bardzo odległy, który nie pociąga za sobą przekonania, że ta wojna w każdej chwili może się niestety rozszerzyć i przekształcić w konflikt globalny – ocenił szef klubu PiS.
Czytaj też:
"Najgorszy scenariusz". Waszczykowski: Niczego dobrego nie spodziewam się po Rosjanach
