Obrońcy życia znów krytykują Trumpa. O co poszło?

Obrońcy życia znów krytykują Trumpa. O co poszło?

Dodano: 
Prezydent USA Donald Trump
Prezydent USA Donald Trump Źródło: PAP/EPA / Will Oliver
Prezydent USA Donald Trump po raz kolejny wsparł in vitro. Jego słowa spotkały się z ostrą krytyką amerykańskich środowisk pro-life.

W przemówieniu o stanie państwa z 24 lutego Donald Trump z zadowoleniem wspomniał o dekrecie wykonawczym, podpisanym w 2025 r., mającym na celu rozszerzenie dostępu do praktyki in vitro i zmniejszenie jej kosztów.

Prezydent USA zwrócił się do obecnej na sali Catherine Rayner, która jako pierwsza skorzystała z "olbrzymiej zniżki", którą ten dekret umożliwił. – Lekarstwo kosztowało Catherine 4000 dolarów. Ale kilka tygodni temu weszła na stronę internetową i kupiła to samo lekarstwo, które kosztowało 4000 dolarów, za mniej niż 500 dolarów, ze zniżką ponad 3500 dolarów. Catherine, wszyscy się za ciebie modlimy, będziesz fantastyczną mamą – powiedział amerykański przywódca.

Prezydent Donald Trump znowu wsparł in vitro

Obrońcy życia w Stanach Zjednoczonych podkreślają moralną dwuznaczność postawy Trumpa, który z jednej strony przedstawia się jako przeciwnik aborcji i ogranicza jej finansowanie z pieniędzy publicznych, a z drugiej wspiera zapłodnienie in vitro, które nie traktuje ludzkiego embrionu z należną mu godnością, odłączając prokreację od małżeńskiego współżycia seksualnego, a także narażając liczne embriony na zamrażanie, selekcję i zniszczenie. Obniżka kosztów procedury nie zmienia faktu, że wiele z nich jest stworzonych jedynie w celu zwiększenia szansy na zapłodnienie, ale nie wszystkie zostaną wszczepione. Krytykując brak spójności u Trumpa między retoryką obrony życia i publicznym wspieraniem praktyki "moralnie niedopuszczalnej", aktywiści pro-life podkreślają, że obrona życia nie może być częściowa i powinna obejmować także embriony poczęte w laboratorium.

Głosy krytyczne obrońców życia w Stanach Zjednoczonych podniosły się już wcześniej, po tym jak 16 października ub.r. Trump ogłosił, że jego administracja podpisała porozumienie z niektórymi firmami farmaceutycznymi, którego skutkiem będzie ułatwienie dostępu do zapłodnienia pozaustrojowego poprzez znaczne zmniejszenie jego kosztów. Republikanin uznał to za historyczny krok dla rodzin dotkniętych niepłodnością i element polityki prorodzinnej. Tymczasem działacze pro-life wskazali na etyczne konsekwencje tej decyzji.

Według Trumpa jest to jedna z "najodważniejszych i najbardziej znaczących decyzji podjętych kiedykolwiek przez prezydenta, aby wprowadzić cud życia do większej liczby amerykańskich domów". Da ona bowiem "milionom Amerykanów nową szansę przeżycia doświadczenia rodzicielstwa". Przywódca USA żartował, że niedługo zaczną przychodzić na świat "dzieci Trumpa". Natomiast sekretarz zdrowia Robert F. Kennedy Jr stwierdził, że "pójdzie do nieba" za wspieranie in vitro. Otoczenie prezydenta wskazywało, że jest to spełnienie jego przedwyborczej obietnicy w dziedzinie polityki rodzinnej.

Mocna krytyka ze strony środowisk pro-life

– Jako katolik wiesz, że in vitro łamie prawo Boże, a jako człowiek nauki wiesz, że praktyka ta zabija miliony dzieci w fazie embrionalnej – zwrócił się do Kenendy'ego John-Henry Westen, współzałożyciel portalu pro-life LifeSiteNews.

Z kolei Lizzie Marbach, była dyrektor komunikacji z organizacji Ohio Right to Life (Prawo do Życia w Ohio) i współpracownica Trumpa w kampanii prezydenckiej w 2020 r., zaznaczyła, że in vitro "jest czymś strasznym", szczególnie ze względu na eugeniczną selekcję embrionów, ich zamrażanie i wykorzystywanie przez pary jednopłciowe. Zaapelowała o zakazanie takich praktyk.

Czytaj też:
COMECE: Komisja Europejska narusza zasady UE w sprawie aborcji

Opracował: Dawid Sieńkowski
Źródło: KAI / tribunechretienne.com
Czytaj także