Zmiana podstawy programowej. Wróblewski: Ma wzmacniać pedagogikę wstydu i ojkofobię

Zmiana podstawy programowej. Wróblewski: Ma wzmacniać pedagogikę wstydu i ojkofobię

Dodano: 
Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS
Bartłomiej Wróblewski, poseł PiS Źródło: PAP / Leszek Szymański
Zmiany są dokonywane według klucza ideologicznego. Liberalno-lewicowy rząd pod pretekstem odciążenia dzieci w szkołach, usuwa wydarzenia, czy osoby, które jakoś uwierają, są niewygodne – mówi poseł PiS Bartłomiej Wróblewski w rozmowie z portalem DoRzeczy.pl.

DoRzeczy.pl: Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje nad korektą podstawy programowej. W ramach zajęć z historii ma zostać wycięta m.in. kwestia Powstania Wielkopolskiego. Jak pan ocenia ten pomysł?

Bartłomiej Wróblewski: Bardzo to poruszyło wszystkich wielkopolan. Wycięcie z podstawy programowej Powstania Wielkopolskiego jest niezrozumiałe, zwłaszcza w kontekście tego, że od roku 2021 obchodzimy Narodowy Dzień Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego jako ogólnopolskie święto państwowe. Z perspektywy wielkopolan i szerzej mieszkańców byłego zaboru pruskiego, jest to przejaw małostkowości. Wielkopolanie mają nadzieję, że ich dzieci w szkołach będą uczyć się o Powstaniu Wielkopolskim. Po pierwsze dlatego, że było to jedno z nielicznych, zwycięskich powstań narodowych, a po drugie, że odegrało ważną rolę w kształtowaniu się granic Polski po I wojnie światowej, zaś Armia Wielkopolska miała kluczowe znaczenie w odparciu nawały bolszewickiej w roku 1920.

Oprócz Powstania Wielkopolskiego chce się wykreślić historię wielu innych wydarzeń i postaci takich jak rotmistrz Witold Pilecki czy św. Maksymilian Kolbe. Co pan na to?

To nie jest przypadek. Zmiany są dokonywane według klucza ideologicznego. Liberalno-lewicowy rząd pod pretekstem odciążenia dzieci w szkołach, usuwa wydarzenia czy osoby, które jakoś uwierają, są niewygodne. Dlatego padają propozycje wykreślenia z programu szkolnego historii także rotmistrza Pileckiego, czy Ireny Sendlerowej, a z polskiego Pieśni nad Pieśniami, Żeromskiego i Mickiewicza.

Jest również spór o Wołyń, czy określać go ludobójstwem czy nie. Były premier Mateusz Morawiecki wskazuje, że byłby to błąd, a obecna minister edukacji uspokaja, że nie podpisze podstawy programowej bez nazwania rzezi na Polakach ludobójstwem.

Oby tak było. Natomiast nie zmienia to globalnej oceny i wrażenia, że całość tych propozycji nie jest sformułowana przypadkowo. Widzimy, że dotykają w pierwszym rzędzie naszego chrześcijańskiego dziedzictwa, a dalej relacji polsko-niemieckich, polsko-ukraińskich i polsko-żydowskich. Czyli obszarów, albo dla naszej tożsamości zasadniczych, albo gdzie świadoma polityka historyczna jest bardzo potrzebna. Nie tylko ze względu na historię, ale i współczesność. Dlatego chce się usunąć wszystko, co z punktu widzenia obozu liberalnego obciąża relacje polsko-niemieckie, jak Grunwald czy Powstanie Wielkopolskie, polsko-żydowskie wiec usuwa się Żegotę, Irenę Sendlerową czy rodzinę Ulmów. Profilowanie programów szkolnych w ten sposób ma wzmacniać wśród Polaków pedagogikę wstydu i ojkofobię.

Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także