Narasta społeczny niepokój wśród mieszkańców miast i miejscowości położonych przy zachodniej granicy Polski. To efekt odsyłania przez Niemcy do Polski nielegalnych migrantów. Na przejściach granicznych każdego zbierają się obywatele z tzw. Ruchu Obrony Granic. Gdy dostrzegają niemieckie służby, które wypuszczają migrantów po polskiej stronie, wzywają Straż Graniczną. Dochodzi do ostrych wymian słownych. Niekiedy Niemcy rezygnują z przerzutu.
Od działań Ruchu odcinają się polskie władze. Premier określił jego członków mianem "bojówek". Z kolei opozycja twierdzi, że obywatele w obawie o własne bezpieczeństwo przejmują obowiązki państwa i nie należy się im dziwić.
Felieton na temat kryzysu migracyjnego napisał publicysta Leszek Jażdżewski. W maju 2019 roku, zapowiadając wystąpienie Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim, wygłosił krytykowane później przemówienie wobec Kościoła katolickiego. Porównał Kościół do "świni lubiącej zapasy w błocie".
Redaktor naczelny magazynu "Liberte" uważa, że Niemcy działają raz zgodnie z prawem, a raze nie, ale "nawet jeśli problem został w sztuczny sposób rozdmuchany przez rywalizujące ze sobą frakcje skrajnej prawicy, to stał się problemem w odbiorze społecznym. Czyli z perspektywy polityków i państwa – problemem całkowicie realnym".
Twierdzi, że przywrócenie kontroli granicznych to ruch konieczny. "Trzeba wysłać twardy sygnał do Berlina: przerzucanie waszych problemów politycznych (skrajnie prawicowa AFD jest dziś drugą partią w Bundestagu, bezkonkurencyjną na całym terytorium dawnego NRD) spotka się z twardą odpowiedzią" – pisze na portalu Interia.
"Prawicowa hydra"
Dalej Jażdżewski straszy prawicowym ekstremizmem, który musi zostać ukrócony. "Skrajnie prawicowe bojówki próbują wchodzić w rolę państwa, nękają nielegalnie funkcjonariuszy i obywateli. Każdy taki bojówkarz powinien natychmiast znaleźć się na glebie w kajdankach. Państwo nie może dopuszczać, żeby ktokolwiek naruszał jego monopol na przemoc" – grzmi publicysta.
"Jeśli jakieś bojówki dostaną – de facto – licencję na funkcjonowanie, wówczas rozzuchwaleni mogą zacząć działać również poza rejonem przygranicznym, prześladując ludzi o 'niewłaściwych' rysach, kolorze skóry czy stroju. Jeśli i tu policja będzie bierna, wówczas prześladowani będą musieli zająć się samoobroną na własną rękę. To spirala, która w błyskawicznym tempie przyniesie przemoc na ulicach, bezkarność przestępców, rozpad społeczeństwa. Racją stanu jest uciąć łeb tej hydrze, zanim urosną jej kolejne głowy" – przekonuje politolog.
Czytaj też:
Policja dołączy do Straży Granicznej na granicy z NiemcamiCzytaj też:
Niemcy podali, ilu migrantów odesłali do Polski
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
