Oto państwo, które od momentu swojego utworzenia, czyli uniezależnienia się od Korony Brytyjskiej, szerzyło w świecie prawa narodów do samostanowienia, stało się zwykłym gangsterem, oficjalnie już wyznającym prawo siły. Państwo, które w czasie I WŚ przyczyniło się do upadku trzech monarchii niewolących Polaków i wspierało siły narodowej demokracji w Europie, po II WŚ stało w forpoczcie procesów dekolonizacji, doprowadzając w ten sposób choćby do upadku Imperium Brytyjskiego, samo stało się imperialistą chyba w najgorszym możliwym stylu.
Sytuacja ta staje się dogodnym pretekstem dla Niemców do tego, by forsować swój projekt remilitaryzacji własnego kraju i budowy zintegrowanych sił zbrojnych Europy. Na ostatnim paryskim szczycie „koalicji chętnych" Friedrich Merz oświadczył: „Nawet po zawieszeniu broni Niemcy będą odpowiadać za bezpieczeństwo Ukrainy, a tym samym za wspólne bezpieczeństwo europejskie”. Służyć temu mają coraz to nowe projekty niemieckiej zbrojeniówki, realizowane wspólnie z różnymi „partnerami europejskimi”, które mają służyć tylko i wyłącznie wzmacnianiu potencjału Niemiec i uzależnianiu wszystkich od Niemiec. Jest to dokładne kopia polityki uprawianej w drugiej połowie XIX wieku przez Bismarcka i Prusy w stosunku do pozostałych państw niemieckich. Niemcy, które zawsze boksowały się z anglosaskim liberalizmem, a po II WŚ uległy mu tylko dlatego, że przegrały wojnę i realizowały strategię odbudowy swojego potencjału przy wsparciu obydwu największych zwycięzców tej wojny – RFN w oparciu o USA, a NRD w oparciu o ZSRR – zrzucają powoli maskę i wracają do swojej własnej, pruskiej tradycji Realpolitik. Polska jest największą i co gorsza, niczego nie świadomą ofiarą tej polityki.
