Od samego początku wojna z Iranem oparta jest na iluzjach. Uderzenie, które nastąpiło pierwszego dnia wojny, pokazało oczywiście, że USA nie ma sobie równych pod względem potęgi militarnej. Tylko że sam pokaz siły nie wystarczy, by wygrać wojnę. Służy ona osiąganiu celów politycznych, które najpierw muszą zostać zdefiniowane. Trump i jego administracja tego nie zrobili, bo optymistycznie założyli, że irańskie elity władzy, w strachu o swoje życie, od razu skapitulują, tak jak reżim wenezuelski zmiękł po uprowadzeniu Nicolása Maduro czy syryjski reżim po ucieczce Baszara al-Asada. Tak się oczywiście nie stało, bo Iran to nie Wenezuela, a Chamenei to nie Al-Asad.
Męczeństwo Chamenei
Jeszcze przed wybuchem wojny pojawiały się sugestie, że 87-letni Najwyższy Przywódca może złożyć się w ofierze jako „męczennik”, by w ten sposób zadbać o swoje dziedzictwo, a jednocześnie dać przykład innym. Męczeństwo w szyizmie odgrywa ogromną rolę i ktoś, kto tego nie rozumie, nie ma pojęcia o tej grupie religijnej. Wzorem jest imam Husajn, który w 680 r. został wraz z rodziną zabity w bitwie pod Karbalą. Później kolejni kalifowie mordowali kolejnych szyickich imamów, a fundamentem szyickiej religijności jest pielgrzymowanie do ich grobowców i przeżywanie ich męczeństwa w różnych rytuałach. Przykład dany przez Chamenei, który nie krył się i nie uciekał, wzmocnił morale irańskich żołnierzy, zwłaszcza tych z Sepah (tj. Irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej), ale może też zachęcić wielu do samobójczych ataków terrorystycznych, jeśli Islamskiej Republice (jako systemowi ustrojowemu) grozić będzie upadek. Na razie daleko jest jednak do tego.
Geografii się nie zmieni
Islamska Republika przygotowała się na wypadek zabicia swojego lidera, a także eliminacji znacznej części dowództwa i kierownictwa państwa. W tym celu opracowano tzw. strategię mozaikową, opartą na daleko idącej decentralizacji struktury dowodzenia i przekazaniu większych kompetencji dowódcom średniego szczebla. Na razie strategia ta się sprawdza. Rozczarowanie Trumpa, że w Iranie nie zadziałał scenariusz wenezuelski, poraża skalą ignorancji i niekompetencji. Równie kuriozalne były reakcje na odpowiedź Iranu. Sugestie, że jest ona desperacka i chaotyczna, kompromitowały wypowiadających się pseudoekspertów, gdyż było dokładnie przeciwnie. Działania Iranu były przemyślane i skalibrowane. Iran słusznie założył, że żadne z zaatakowanych przez niego państw regionu nie ośmieli się odpowiedzieć militarnie. Wprawdzie wydały one gniewne oświadczenia o „rezerwowaniu sobie prawa do rewanżu”, ale żadne działania za tym nie poszły. Przyczyna jest prosta – nie wierzą w to, że USA będą wiecznie je chronić, oraz w to, że Islamska Republika zniknie. Ryzyko niszczycielskiego odwetu jest zatem zbyt duże, bo USA nie zawsze muszą być w pobliżu, w przeciwieństwie do Iranu. Geografii się nie zmieni.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
