Wśród poruszonych zagadnień pojawiły się takie kwestie jak pamięć o ofiarach ludobójstwa, kult banderowskich zbrodniarzy i blokada ekshumacji.
W dyskusji wzięli udział: Zdzisław Żurowski, świadek zbrodni OUN-UPA w miejscowości Janowa Dolina na Wołyniu; dr Michał Siekierka, wiceprezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu; dr Krzysztof Kawęcki, politolog, prezes Stowarzyszenia Stowarzyszenia "Wiara i Czyn"; Leszek Żebrowski, publicysta historyczny i Łukasz Warzecha, publicysta "Do Rzeczy".
Paweł Zdziarski, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota i Pamięć", zapytał komentatora naszego tygodnika: "Jak to jest, że media głównego nurtu nie obawiają się zapraszania chociażby Andrieja Deszczycy, byłego ambasadora Ukrainy w Polsce, który powiedział, że 'Bandera walczył o niepodległość Ukrainy' czy obecnego ambasadora Wasyla Bodnara, który stwierdził, że nie nazwie Szuchewycza zbrodniarzem wojennym, ale z drugiej strony osoby, które mają przeciwne zdanie, mają tak duży problem, żeby przebić się w mediach?".
– Media są tylko częścią całego systemu – odpowiedział Łukasz Warzecha. Publicysta zwrócił uwagę jak wiele skutków może mieć sposób podejścia polskich władz do tematu Wołynia.
Warzecha: Ekshumacje na Wołyniu mają wymiar pragmatyczny
Komentator podkreślił, że sprawa ekshumacji dużo mówi o kondycji państwa.
– Widzowie mogą odnieść wrażenie, że rozmawiamy wyłącznie o wartościach i kierują nami emocje. Nie wiem, jak jest w przypadku panów, być może w niektórych przypadkach, jak ktoś ma własne doświadczenie – może tak być i jest to uzasadnione, natomiast ja patrzę na całą tę sytuację bardzo pragmatycznie. Również kwestie ekshumacji ma swój wymiar pragmatyczny – tłumaczył Warzecha.
Jak podkreślił publicysta "Do Rzeczy", "państwo, które nie dba o swoich obywateli, traci miękką siłę – soft power, jest postrzegane w stosunkach międzynarodowych jako państwo, które nie potrafi wykonywać jednej ze swoich podstawowych funkcji".
– To dotyczy również zadbania o obywateli, którzy zostali z różnych powodów zamordowani, w tym padli ofiarą ludobójstwa. Państwo polskie nie dbając o tych obywateli, nie będąc w stanie wyegzekwować od państwa ukraińskiego zgody na ekshumacje – bo to, co mamy obecnie to zaledwie jakiś ułameczek miejsc, gdzie takie ekshumacje należałoby przeprowadzić – daje sygnał swojemu zewnętrznemu otoczeniu, swoim partnerom: jesteśmy słabi, nie umiemy wykonać swoich podstawowych funkcji, więc ma to wymiar jak najbardziej pragmatyczny – tłumaczył Warzecha.
Czy z ukraińskiego nacjonalizmu można wyjąć polonofobię?
Komentator zwrócił również uwagę na charakter ukraińskiego nacjonalizmu.
– Z kolei kwestia banderyzmu czy nacjonalizmu ukraińskiego również ma wymiar pragmatyczny. Czy z idei ukraińskiego nacjonalizmu można wyjąć wątek polonofobiczny i czy ten nacjonalizm może mieć wyłącznie ostrze antyrosyjskie? Ja uważam, że absolutnie nie, bo nie jest to idea, która wykuwała się nie kilka lat, nawet nie kilkadziesiąt, tylko kilka wieków i znalazła kilka swoich kulminacji i w związku z tym to również ma wymiar pragmatyczny. To pytanie o to, jakie będą także w przyszłości relacje polskiego państwa z ukraińskim, a także obu społeczeństw, bo to przekłada się na bardzo konkretne sprawy na przykład takie jak sprzeczne interesy gospodarcze – powiedział Warzecha.
– To wszystko ma wymiar absolutnie pragmatyczny, a gdzieś tam na końcu nawet finansowy, jeśli zwrócimy uwagę na to, jak sprzeczne są interesy państwa polskiego i ukraińskiego – dodał.
Czytaj też:
Były ambasador Ukrainy: Mam wątpliwości czy Szuchewycz był zbrodniarzemCzytaj też:
Ukraina daje zielone światło. Nowy etap poszukiwań polskich ofiar na Wołyniu
Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.
Zapraszamy do wypróbowania w promocji.
