Z INNEJ PERSPEKTYWY Słuchając komentarzy niektórych naszych znawców geopolityki i „architektury światowego bezpieczeństwa” – a znawców tych namnożyło się w ostatnich latach całkiem sporo – można by odnieść wrażenie, że brawurowa akcja amerykańskich sił specjalnych, która zakończyła się ujęciem i wywiezieniem do USA wenezuelskiego dyktatora Nicolása Maduro, była oznaką… słabości Wuja Sama.
Oczywiście pojawiły się głosy zrównujące akcję zleconą przez prezydenta Trumpa z wojną rozpętaną przez Putina przeciw Ukrainie. Takich krytyków nie przekona żaden racjonalny argument, na czele z tym, że USA nie kwestionują istnienia narodu wenezuelskiego (a Putin kwestionuje istnienie narodu ukraińskiego), że Amerykanie nie porywają dzieci wenezuelskich (a Putin systematycznie uprowadza dzieci ukraińskie) i że Stany Zjednoczone nie dokonują aneksji żadnej części terytorium Wenezueli (a Putin już zagarnął niemal 20 proc. terytorium Ukrainy).
Słabość USA? Nieprzewidywalność Trumpa (kto zacz, o tym najlepiej wie premier Donald Tusk)? „Odpuszczenie” przez Waszyngton Ukrainy?
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
