Czy to koniec "mężczyzny" i "kobiety” w polskich dokumentach?
  • Jerzy KwaśniewskiAutor:Jerzy Kwaśniewski

Czy to koniec "mężczyzny" i "kobiety” w polskich dokumentach?

Dodano: 
Dowód osobisty, zdjęcie ilustracyjne
Dowód osobisty, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Adobe Stock
Już niedługo w naszych własnych aktach stanu cywilnego mogą zostać skreślone słowa „mężczyzna” i „kobieta”, a my zostaniemy „pierwszym małżonkiem” lub „drugim małżonkiem”. Nikt z nas nie będzie już uznawany oficjalnie za „męża” lub „żonę”, a te słowa trafią zapewne szybko do katalogu pojęć dyskryminujących.

Pod koniec listopada Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał precedensowy wyrok, w którym sędziowie TSUE uderzyli w konstytucyjną definicję małżeństwa w Polsce, stwierdzając, że Polska „ma obowiązek uznać małżeństwo dwóch obywateli Unii tej samej płci legalnie zawarte w innym państwie członkowskim”.

Od wielu lat przestrzegaliśmy przed takim scenariuszem. Wiedzieliśmy, że rząd Donalda Tuska wykorzysta wyrok do nadania małżeńskich przywilejów jednopłciowym konkubinatom.

W ubiegłym tygodniu na stronie Ministerstwa Cyfryzacji pojawiła się informacja o opracowywanym w ministerstwie rozporządzeniu, które ma dostosować przepisy polskiego prawa do wyroku TSUE. W rządowym komunikacie zwrócono uwagę na to, że obecne wzorce dokumentów używają określeń „kobieta” i „mężczyzna”, co „uniemożliwia prawidłowe wpisanie małżeństw osób tej samej płci”. Dlatego projektowane zmiany mają zastąpić owe „archaiczne” określenia zwrotami „neutralnymi płciowo”, by Polska wreszcie dogoniła standardy genderowej Europy…

Genderowe absurdy już weszły do polskiego prawa

To jednak nie jedyny przykład tego, jak organizacje unijne i międzynarodowe trybunały niszczą polski system prawny pod dyktando genderowych ideologów.

Nasi prawnicy pracują obecnie także nad analizą unijnej dyrektywy, która doprowadziła do przyjęcia w Polsce nowelizacji Kodeksu pracy, wprowadzającej obowiązek „neutralności płciowej” w ogłoszeniach o pracę. Ustawa, wprowadzona pod pretekstem wdrażania w życie prawa unijnego, nakłada na pracodawców obowiązek takiego formułowania stanowiska pracy, by nie sugerować żadnej preferencji co do płci kandydata. Owa „neutralność” nie została jednak ściśle zdefiniowana, co prowadzi do totalnego chaosu, niepewności pracodawców i… prawdziwych, ideologicznych absurdów.

Bo przecież w dobie ideologii gender nie wystarczy już napisać, że szuka się „lekarza/lekarki” czy „księgowego/księgowej”. Wśród decydentów unijnych, którzy odpowiadają za przygotowanie dyrektywy wdrażającej ową „neutralność” płciową, nie od dziś przecież panuje przekonanie, że płci jest więcej niż dwie…

Dyrektorzy polskich szpitali już zastanawiają się, jak mają wdrożyć nowe przepisy, bo przecież „lekarz” (legitymujący się z prawem do wykonywania zawodu) to nie to samo co „osoba lecząca”, którą w gruncie rzeczy może być każdy... Wymogu owej „neutralności płciowej” nie spełnia zresztą nawet… „ustawa o zawodzie lekarza i dentysty”, będąca podstawą prawną dla działalności pracowników służby zdrowia.

Choć wszystko to wydaje się absurdem, to sprawa jest jak najbardziej poważna, bo za naruszenie przepisów o „neutralności stanowisk w procesie rekrutacji” pracodawcy już za kilka miesięcy może grozić mandat od Państwowej Inspekcji Pracy. Od teraz każda rekrutacja będzie dla pracodawców jak „pole minowe”, na którym nigdy nie będą mieć pewności czy nie będą musieli płacić kar za dyskryminację.

Bezprawny wyrok TSUE. Jego uznanie to koniec polskiej niepodległości

Nigdy – od początku obecności Polski w Unii Europejskiej – nasza suwerenność nie była pod takim ostrzałem jak w ostatnich tygodniach.

18 grudnia sędziowie TSUE wydali orzeczenie, którego uznanie oznaczałoby praktyczny koniec suwerenności Polski. Trybunał ogłosił, że „Polska nie może powoływać się na swoją tożsamość konstytucyjną, aby uchylić się od respektowania wspólnych wartości” zapisanych w unijnych traktatach.

Wyrok TSUE jest skutkiem skargi Komisji Europejskiej wniesionej w związku z dwoma wyrokami polskiego Trybunału Konstytucyjnego z 2021 roku, w których sędziowie TK potwierdzili niekonstytucyjność traktatów unijnych w zakresie, w jakim pozwalają one polskim sądom kontrolować legalność powołań sędziowskich. Polski Trybunał Konstytucyjny potwierdził w swoich orzeczeniach oczywisty fakt, że Polska nigdy nie przekazała Unii Europejskiej kompetencji w zakresie organizacji sądownictwa, a Konstytucja RP ma pierwszeństwo przed prawem UE.

Polska ustawa zasadnicza jasno stanowi, że „Konstytucja jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej Polskiej”. Traktaty UE równie mocno podkreślają, że TSUE ma prawo do wydawania wyroków w granicach kompetencji przyznanych Unii przez państwa członkowskie. Co z tego, skoro sędziowie TSUE uznali, że prawo unijne stoi ponad konstytucjami krajowymi, a o tym, jakie kompetencje ma TSUE decydować może… tylko TSUE!

Sędziowie z Luksemburga stwierdzili, że to oni będą decydować o tym, jakie kompetencje przekazano Unii, zapominając, że to państwa członkowskie powołały do życia UE, i to one określiły zakres kompetencji jakie będą przysługiwać UE. Jeśli instytucje unijne mają być jedynymi organami właściwymi do oceniania tego, co mieści się w kompetencjach UE, to zasada przyznania, na której opiera się Unia, staje się fikcją.

Dlatego – razem z Niezależnym Stowarzyszeniem Prokuratorów Ad Vocem, Ogólnopolskim Stowarzyszeniem Sędziowie RP, Stowarzyszeniem Prawnicy dla Polski i Warszawskim Seminarium Aksjologii Administracji – przygotowaliśmy wspólne stanowisko, w którym podkreślamy, że wypowiedź TSUE nie jest wiążącym wyrokiem ani decyzją traktatową i nie obowiązuje państw Unii Europejskiej. Stanowisko TSUE „pozostanie jedynie pomnikiem federalistycznego imperializmu opartego na myśli włoskiego komunisty Altiero Spinellego”.

Wzywamy jednocześnie unijne instytucje do poszanowania prawa krajowego, a polskie władze do zakończenia politycznych sporów wokół wymiaru sprawiedliwości i do ochrony konstytucyjnych praw obywateli.

Na marginesie zwracamy także uwagę na to, że – zgodnie z traktatami unijnymi – każde państwo ma prawo desygnować jednego sędziego do TSUE, a zgłaszani przez poprzedni rząd kandydaci byli odrzucani z przyczyn politycznych, co każe postawić pytanie o to, czy Polska w ogóle jest związana orzeczeniami organu, w którym powinna mieć swojego przedstawiciela, ale z przyczyn politycznych do dzisiaj jej traktatowe prawo nie jest zrealizowane.

Eurokraci chcą nas szantażować naszym własnymi pieniędzmi

Innym, wielkim zagrożeniem dla polskiej suwerenności jest nowy projekt unijnego budżetu na lata 2028-2034, w którym zaproponowano powiązanie wypłaty wszystkich funduszy z budżetu Unii Europejskiej z przestrzeganiem przez państwa członkowskie zasady praworządności.

W naszej analizie podkreślamy, że uzależnienie przyznawania środków unijnych od przestrzegania zasady praworządności stwarza ryzyko wywierania wpływu przez instytucje europejskie na państwa członkowskie, a instytucje unijne już przetarły szlaki dla wykorzystywania arbitralnych zarzutów o rzekomy brak praworządności do cynicznego, politycznego szantażowania państw „nieposłusznych”. Piszemy też, że zgoda na uzależnianie wypłat środków unijnych od przestrzegania zasad „praworządności” jest szczególnym zagrożeniem zwłaszcza dla Polski – w związku z wyrokiem TSUE z września ubiegłego roku, w którym Trybunał w Luksemburgu stwierdził, że do nieuznania składu orzekającego za „sąd” w rozumieniu prawa UE wystarczy, że tylko jeden sędzia będzie wybrany przez organ do tego nieuprawniony w rozumieniu prawa UE. W praktyce oznacza to, że TSUE zawsze może stwierdzić, iż w Polsce nie funkcjonuje niezależne sądownictwo i to wola polityczna eurokratów będzie decydować o tym, czy takie stanowisko zostanie wobec Polski użyte.

Jedną z podstaw prawnych dla wprowadzenia mechanizmu blokowania funduszy unijnych ma być obowiązujące już od 5 lat rozporządzenie, wprowadzające mechanizm znany jako „pieniądze za praworządność”. Po pięciu latach obowiązywania rozporządzenia biuro analityczne Parlamentu Europejskiego opublikowało analizę wskazującą na luki i wątpliwości z nim związane. W naszym komentarzu do analizy PE podkreślamy, że zasady oceniania „praworządności” państw członkowskich są zbyt ogólnikowe, przez co mogą podlegać różnym interpretacjom, zależnym od wyznawanych poglądów politycznych. Najlepszym tego przykładem jest choćby warunek „poszanowania praw człowieka”. Monitorowanie bieżącej debaty międzynarodowej choćby na temat aborcji pokazuje, że dla lewicy „prawem człowieka” może być nawet prawo do… zabijania drugiego człowieka!

Czas na „Wielki reset”

Wszystko, o czym pisałem powyżej dowodzi, że Unia Europejska potrzebuje pilnej reformy, która pozwoliłaby powrócić do pierwotnych założeń wspólnoty i zakończyć postępujący proces odbierania państwom członkowskim ich kompetencji i fundamentalnego dla niepodległości i suwerenności prawa do samostanowienia.

Właśnie dlatego tak ważny jest sukces naszego raportu „Wielki Reset” będącego pierwszym w Europie projektem reformy UE, przygotowanym przez środowiska obrońców suwerenności. W raporcie przedstawiliśmy dwa konkretne scenariusze reformy Unii Europejskiej, która pozwoliłaby na przywrócenie demokracji i suwerenności państwom członkowskim.

Pierwszą, międzynarodową premierę naszej publikacji zorganizowaliśmy w siedzibie The Heritage Foundation w Waszyngtonie – najbardziej wpływowego amerykańskiego think-tanku, będącego zapleczem intelektualnym i strategicznym administracji Donalda Trumpa. Raport zaprezentowaliśmy też w Budapeszcie, Bukareszcie, Warszawie, Madrycie, Brukseli – gdzie na wydarzenie przyszło blisko stu europosłów i ich współpracowników – oraz w Paryżu, gdzie w prezentacji raportu uczestniczyło 50 francuskich parlamentarzystów, reprezentujących wszystkie nurty francuskiej prawicy, oraz dziennikarzy i przedstawicieli czołowych francuskich think-tanków.

Publikację przekazaliśmy też europosłom, sędziom i rzecznikom Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, unijnym komisarzom oraz szefom rządów, ministrom spraw zagranicznych i ministrom ds. unijnych państw UE. Publikacja została przetłumaczona na język angielski, węgierski, francuski, hiszpański i włoski. Raport trafił łącznie już do ponad 600 kluczowych decydentów europejskich i naszych partnerów amerykańskich.

Ostatnio to nasz raport został wskazany jako inspiracja dla premier Włoch Giorgii Meloni w obszernym reportażu włoskiej telewizji RAI, a były premier Mateusz Morawiecki przedstawił własny raport, prezentując koncepcję Europy Strategicznych Partnerstw, będący przykładem doskonałej implementacji założeń naszego raportu. Radosław Sikorski kilka dni temu alarmował, że przemówienie Prezydenta Nawrockiego o reformie Unii powtarzało szereg tez raportu Ordo Iuris.

Odzyskajmy kontrolę nad własną obroną granic

Wierzę w to, że sukces raportu „The Great Reset” zostanie powtórzony także przez kolejny raport, przygotowany we współpracy węgierskiego Mathias Corvinus Collegium z Instytutem Ordo Iuris.

Raport „Take back control from Brussels. The Renationalization of the EU Migration and Asylum Policies”, który zaprezentujemy wspólnie już jutro w Budapeszcie powstał przy współpracy także z węgierskim Migration Research Institute, bo jego tematem jest strategia odzyskania kontroli nad własną polityką migracyjną przez państwa członkowskie UE.

Raport dowodzi, że przegląd historii polityki migracyjnej UE to 30 lat porażki eurokratów, którzy zamiast rozwiązywania istniejących problemów doprowadzili do realnego paraliżu całego systemu migracji i ochrony granic.

Jedyną drogą naprawienia tych błędów jest fundamentalne przekierowanie kompetencji w zakresie migracji na państwa członkowskie, poprzez oddanie państwom decyzyjności i zezwolenie na efektywną kontrolę własnych granic.

Musimy wspólnie stanąć w obronie polskiej niepodległości

Wszystko to robimy w jednym celu – aby nie oddać za darmo polskiej niepodległości, która nigdy w XXI wieku nie była tak zagrożona jak dziś. Jesteśmy to winni naszym przodkom, którzy za polską niepodległość oddawali swoje życie.

My nie musimy bronić Ojczyzny z bronią w ręku, bo bój o polską suwerenność toczy się w gabinetach decydentów. Ale musimy podjąć walkę na polu prawnym.

Adw. Jerzy Kwaśniewski – prezes Ordo Iuris


Polecamy Państwu „DO RZECZY+”
Na naszych stałych Czytelników czekają: wydania tygodnika, miesięcznika, dodatkowe artykuły i nasze programy.

Zapraszamy do wypróbowania w promocji.


Źródło: DoRzeczy.pl
Czytaj także