Cała polityczna Polska kpiła z drugiej tury wyborów, w których stanęły naprzeciwko siebie obecna minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz oraz minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Jak wiadomo, wybory unieważniono, a Szymon Hołownia zaczął dywagować o możliwości ponownego stanięcia na czele partii. Jednocześnie zagroził, że jeśli wybory wygra Hennig-Kloska, to opuści Polskę 2050.
W końcu stycznia doszło do jakiegoś tajemniczego przesilenia. Były marszałek Sejmu wycofał się rakiem z mówienia o ewentualnym powrocie na czoło ugrupowania, a faktyczną trzecią turę wyborów przeprowadzono sprawnie i bez żadnych skandali. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz pokonała Hennig-Kloskę w stosunku głosów 350 do 309. „Wczoraj ludzie Polski 2050 obdarzyli mnie zaufaniem, wybierając na nową przewodniczącą naszej partii. Dzisiaj czas na oczywistą, ale kluczową deklarację: Polska 2050 jest odpowiedzialną częścią koalicji 15 października”. Ta wypowiedź to koniec dywagacji, które skłoniły niektórych polityków PiS do snucia marzeń o wysadzeniu z siodła premiera Donalda Tuska i stworzeniu jakiegoś sojuszu na linii PiS – Polskie Stronnictwo Ludowe – Polska 2050. Nowa przewodnicząca – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – staje wobec partii skłóconej i rozdzieranej niechęciami, niekiedy jawnie demonstrowanymi.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
