Wśród tysięcy nagród, które corocznie są przyznawane na świecie, Nagroda Nobla jest jedną z nielicznych rozpoznawalnych powszechnie, nie tylko w gronie specjalistów z tej czy innej dziedziny. Ale gdy większość z nas nie jest w stanie ocenić trafności wyboru laureatów nagród naukowych, z nagrodą pokojową, tak zresztą jak literacką, jest inaczej. Na ich temat każdy może mieć własne zdanie, niekoniecznie zgodne z decyzją gremiów, które wyboru dokonały.
Donald Trump w swych zabiegach o nagrodę pokojową jest – excusez le mot – irytująco namolny. W kulturze Zachodu, nie tylko politycznej, wychwalanie siebie pod niebiosa po prostu nie uchodzi. Warto jednak przyjrzeć się argumentom, których Trump używa: w krótkim czasie zakończył aż osiem wojen. Cóż z tego, że, poza Gazą, jest to nieco na wyrost? I że w grę wchodzi nie tyle wstrzymywanie działań zbrojnych, ile rozładowywanie konfliktów i zapobieganie wojnom, które wiszą w powietrzu?
Czyż jednak nie takie właśnie zasady sformułował Alfred Nobel w swym testamencie? Nagroda pokojowa, tak jak widział ją fundator, ma być przyznawana za działanie na rzecz pokoju i braterstwa między narodami. Uhonorować – pisał – należy tych, którzy zrobili najwięcej dla sprawy pokoju.
Kandydatem może być każdy
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
