Roman Giertych wraz ze swoją kancelarią mieli dostać łącznie 8,7 mln zł od Getin Noble Banku, którego właścicielem jest Leszek Czarnecki za usługi związane ze sprawami przeciwko frankowiczom. Sprawy miał sabotować pomocnik posła KO w celu opóźnienia procesu – poinformowała Wirtualna Polska.
Sprawa wywołała oburzenie. Jak się jednak okazuje, władze klubu KO nie widzą niczego nagannego w zachowaniu mecenasa. Jak przekazał w rozmowie z portalem szef klubu Zbigniew Konwiński, kierownictwo nie będzie zajmowało się sprawą, ani nie będzie domagało się wyjaśnień od Giertycha.
"Publikacja dotyczy pozaposelskiej aktywności Romana Giertycha jako adwokata i to on powinien wyjaśniać okoliczności związane z tą działalnością. Nie komentuję pracy pełnomocnika i adwokata. Jeśli doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości, od ich oceny są stosowne organy samorządu adwokackiego. W kręgu mojego zainteresowania pozostają wyłącznie kwestie wynikające z pełnienia przez niego mandatu poselskiego" – przekazał Konwiński.
Ustalenia dziennikarzy
Bank udzielał kredytu we frankach szwajcarskich, mimo wcześniejszych zaleceń ograniczających tego typu działania. Kiedy dłużnicy zaczęli mieć problemy ze spłatą zobowiązania, bank zaczął być przez nich pozywany. Z czasem liczba spraw sądowych przeciwko Getin Noble Bankowi sięgała tysięcy przypadków, a łączna wartość roszczeń osiągnęła poziom miliardów złotych. Kredytobiorcy wskazywali, że w umowach były niedozwolone klauzule.
Istotny w sprawie był Sebastian J., (pseudonim "Foka") – wieloletni współpracownik Giertycha, który pełnił funkcję prezesa spółki Giertych-Kancelarie. Sam posiadał kredyt frankowy w Getin Banku. W połowie 2016 roku przystąpił do pozwu zbiorowego frankowiczów jako interwenient uboczny, czyli uczestnik postępowania mający wpływ na jego przebieg. Jego działania prowadziły do wydłużania sprawy.
Czytaj też:
Giertych ma problem. Będzie skarga do Okręgowej Rady AdwokackiejCzytaj też:
Tusk bagatelizuje doniesienia o Giertychu. "To mnie nie interesuje"
