Nazwisko jak je rozumiemy

Nazwisko jak je rozumiemy

Dodano: 
Dowód osobisty, zdjęcie ilustracyjne
Dowód osobisty, zdjęcie ilustracyjne Źródło: Adobe Stock
Monika Małkowska Gdyby dziś ktoś szukał odpowiedzi na pytanie: "Jak się, u diabła, nazywa facet o końskim nazwisku?", to zapewne pierwszym skojarzeniem będzie Giertych.

I każdy wie, że nie należy kopać się z tym koniem. Tymczasem w oryginale jemu było Owsianko. Jednak nie wiem, czy ktokolwiek powiąże to miano z opowiadaniem Czechowa „Końskie nazwisko”. Kto by pamiętał tekst z 1885 r? A czy teraz jest w lekturach szkolnych, nie mam pojęcia

No właśnie – tożsamość co poniektórych znanych postaci na różne sposoby utrwala się w zbiorowej, ponadczasowej pamięci. Najtrwalsze pomniki budowane są na talerzach. Horatio Nelson, wicehrabia, książę Brontu, baron Nilu, najsłynniejszy admirał w historii floty brytyjskiej, któremu dwukrotnie udało się pokonać francuską armadę, w ogólnopolskiej jaźni zaistniał dzięki madame Lucynie Ćwierczakiewiczowej. W jej kulinarnych przepisach, z których korzystała większość pań domu II połowy XIX stulecia (nakłady jej poradników przewyższały wydania dzieł Mickiewicza czy Słowackiego), figurują zrazy à la Nelson, jednogarnkowa i w miarę prosta potrawa, acz wymagająca przedniej jakości surowców (dobra wołowina) oraz stosownych naczyń do serwowania – nelsonek.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Czytaj także