"Gazeta Wyborcza" zajęła się tematem rozliczenia tzw. kilometrówek. Jednym z posłów wziętych pod lupę jest Zbigniew Ziobro z PiS. Obecnie były wiceminister sprawiedliwości przebywa w USA. "Nieobecność w Sejmie Zbigniewa Ziobry z listy rekordzistów go nie wykluczyła. Posła, którego poparło 74,5 tys. wyborców od listopada nie ma w Polsce. Kiedy jeszcze był, w Sejmie częściej zaliczał nieobecność, niż głosowanie. Obecność miał tylko na 17 posiedzeniach w 2025 roku, a nie było go aż na 39. Rzadko też bywał u wyborców na Podkarpaciu. Na początku roku z powodu choroby, a pod koniec roku – bo uciekł na Węgry, a później do Stanów Zjednoczonych. Mimo to rozliczył kilometrówki na 45 521,8 zł" – czytamy.
"Nawet nie zbliżyłem się do rekordu Sikorskiego"
Zbigniew Ziobro skomentował publikację. "Jedyny dzień bez kłamstwa 'Gazety Wyborczej' to niedziela, kiedy się nie drukuje. Teraz trwa ich festiwal fejków o rozliczeniach mojego biura poselskiego. To nieprawda, że rozliczam kilometrówkę za korzystanie z prywatnego samochodu w czasie, kiedy przebywam za granicą. Każdy kilometr jest rozliczony wyłącznie za okres, w którym poruszałem się autem po Polsce. Mieszkam 80 km od Warszawy, więc już same pojedyncze dojazdy oznaczają 160 km dziennie. Miałem też spotkania w całej Polsce, które uwzględniałem w rozliczeniach" – wyjaśnia.
"Ale i tak nie udało mi się nawet zbliżyć do rekordu ministra Sikorskiego, który, mając przez 24 godziny na dobę służbowe auto z kierowcą, według rozliczonej kilometrówki objechał kulę ziemską rzekomo pożyczonym autem od 'Foki' – prawej ręki Giertycha. W sprawie Polnordu, aby uzasadnić złodziejstwo szajki 'konia', 'Foka', czyli znany szofer i ogrodnik Giertycha, okazał się tak zdolny, że niczym kameleon przeistoczył się w jego szefa i zatrudniał Giertycha jako swojego adwokata. Wszystko po to, by uzasadnić milionowe kradzieże z Polnordu. Dodam, że przez 8 lat, gdy byłem ministrem i też miałem służbowe auto, w odróżnieniu od Sikorskiego nie rozliczyłem ani złotówki kilometrówki" – kontynuuje.
Ziobro: W moim biurze pracują cztery osoby
Poseł odniósł się także do funkcjonowania biura poselskiego. Jak wskazał, nie jest prawdę, że nikogo nie zatrudnia w biurze. "Biuro działa. Pracują w nim cztery osoby, a jedna ma stałe dyżury. Pracownicy załatwiają sprawy moich wyborców i kontaktują ich ze mną. To właśnie z tymi pracownikami, przygotowywałem głośne ostatnio projekty wniosków do TK dotyczące KRS i Trybunału (we współpracy z posłami M. Warchołem i M. Wójcikiem). Donald Tusk ma tylko dwóch asystentów i również nie zatrudnia ich na podstawie umowy o pracę, lecz na podstawie umowy zlecenia. Jednak do Tuska nikt nie ma o to pretensji. I nikt nie pisze, że Tusk nikogo nie zatrudnia" – zauważa był szef MS.
Ziobro dodaje, że "prymitywną manipulacją są także zarzuty dotyczące zakupu wyposażenia biura, sugerujące, że miało to związek z moim wyjazdem z kraju. Sprzęt w dużej większości kupiłem na długo przed wymierzoną we mnie bezprawną hucpą Żurka i jego ustawionych sędziów. Służy mi on wielokrotnie do udzielania wywiadów mediom na żywo. Tego rodzaju i podobny sprzęt kupują dziesiątki posłów oraz ministrów koalicji 13 grudnia — i nikt nie widzi w tym nic zdrożnego".
"Skala manipulacji i kłamstw GW wciąż mnie zdumiewa. Ale z drugiej strony: czego się spodziewać po gazecie, która robi galę z udziałem Tuska i wręcza aborcjonistce nagrodę za zabijanie dzieci?" – podsumował polityk.
Czytaj też:
Kilometrówki do likwidacji? W nowym sondażu Polacy nie mają wątpliwości
