Latem 2025 r. pisałem na łamach „Do Rzeczy” o wielkim powrocie religii do polityki – wśród symptomów tego zjawiska wymieniając pierwszy atak Donalda Trumpa na Iran przeprowadzony na życzenie Izraela, a w pewnej mierze inspirowany herezją chrześcijańskiego syjonizmu. Część opinii publicznej jeszcze wówczas czytając takie tezy, delikatnie stukała się palcem w czoło. Wiosną roku 2026 wydaje się już jednak, że idea religijnego przymierza amerykańskich protestantów z Żydami i to, jaką ma to wagę dla stosunków międzynarodowych, nie stanowi już mrocznej „teorii spiskowej”. Nikt nie określił wydanej w tym samym czasie książki Pawła Lisickiego „Mesjasz i Trzecia Świątynia” mianem „antysemickiej”, mimo że jej publikacja jeszcze pół dekady temu wywołałaby wściekły atak i właśnie takie oskarżenia.
Co się zmieniło?
Oto Izrael i zamieszkujący go naród przestały cieszyć się immunitetem światowej opinii publicznej. Premiera Beniamina Netanjahu i jego ekipę przedstawia się w mediach zachodnich jako zbrodniarzy wojennych, jednocześnie polityce medialnej ochrony Izraela zaszkodził bardzo bliski sojusz ze znienawidzonym przez mainstream i dokonującym coraz dziwniejszych ruchów Donaldem Trumpem.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
