W pogoni za doskonałością

W pogoni za doskonałością

Dodano: 
Zamek w Mediolanie (Castello Sforzesco)
Zamek w Mediolanie (Castello Sforzesco) Źródło: Wikimedia Commons / zheng.yan, CC BY-SA 4.0
Europejskie muzea składają hołd klasycyzmowi.

W 1764 r. Johann Joachim Winckelmann, od lat mieszkający w Rzymie, opublikował „Dzieje sztuki starożytnej”. Naukowa dysertacja stała się kamieniem, który poruszył lawinę. Świat czekał na mędrca, który publicznie ogłosi, że „prawdziwe piękno jest tylko jedno” i trzeba go szukać w gruzach grecko-rzymskich miast.

Powiedzmy sobie szczerze, idea nie była nowa. Postulat kulturowego resetu od stuleci powracał niczym fale, z których każda przewyższała poprzednią. Jak na ironię apogeum nastąpiło w epoce, gdy językiem elit nie była już łacina, lecz francuski. Drugim filarem europejskiej tożsamości miało stać się idealizowane dziedzictwo antyku. Chrześcijaństwo znalazło się w ogniu krytyki, również dlatego, że obwiniano je za upadek imperium cezarów.

Żądanie „odnowienia sztuk”, które w średniowieczu odeszły od pierwotnej doskonałości, padło na podatną glebę. Zrodziło jednak inne owoce niż w czasach starożytnych. Jak zwykle zawiódł człowiek. Gdyby artyści, literaci i architekci niewolniczo podążyli za myślą Winckelmanna, zasługiwaliby co najwyżej na miano zręcznych kopistów. Szczęśliwie twórców co bardziej utalentowanych antyczny gorset uwierał. Dzięki temu neoklasycyzm nie był martwy od chwili poczęcia, tliła się w nim odrobina życia.

Wszystko na biało

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Do Rzeczy.
Autor: Wiesław Chełminiak
Czytaj także