Przy inflacji kryminałów wymyślenie sensownej intrygi staje się wyzwaniem. Więc może efekty specjalne przyciągną widza? Równie interesujące od tego, kto zabił, może być miejsce akcji. To wartość dodana, szczególnie do produkcji serialowych. Historyczne miasta, nieodkryte zakątki świata, krajobrazy, zabytki. Filmowane tak, że po obejrzeniu chce się tam pojechać. Paryż naliczył 120 miejsc, które należałoby odwiedzić, idąc śladami zbrodni w kryminałach Georges’a Simenona z komisarzem Maigretem w roli głównej. Bistra, nocne speluny, uliczki bez wylotu. Wenecja wytyczyła mapy, na których zaznaczono miejsca z powieści Donny Leon. Ich bohaterem jest komisarz Brunetti. Tu mieszkał, tu jadł, tu pił kawę, tu wsiadał do tramwaju wodnego, tu gonił mordercę. Tym tropem podążają fani Brunettiego, choć sami Wenecjanie nie podzielają entuzjazmu dla kryminałów Amerykanki Donny Leon, uważając ją za obce ciało w ich wspaniałej Serenissimie.
Ale kto dziś czyta Simenona? Chyba tylko frankofile, których coraz mniej. Większą widownię i zasięg międzynarodowy mają kryminalne seriale, oglądają je miliony widzów.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
