L ubicie niskie podatki? To świetnie, bo mam dla was dużo nowych, niskich podatków!”. Pamiętają państwo memy z Mateuszem Morawieckim, wygłaszającym tę kwestię, z okresu, gdy był premierem? Morawiecki rządy stracił prawie dwa i pół roku temu, a wspomniana zasada ma się znakomicie. Polacy goleni są na każdym kroku za pomocą kolejnych opłat i danin. Niekoniecznie zresztą niskich. Skala tego golenia staje się horrendalna, a jej przyczyny są co do zasady dwie. Pierwszą jest katastrofalny stan finansów publicznych. Licząc według metodologii unijnej, osiągnęliśmy już prawie konstytucyjny próg zadłużenia 60 proc. do PKB. Brakuje nam do niego raptem kilku dziesiątych punktu procentowego. Deficyt budżetowy ma wynieść w tym roku ponad 270 mld zł, a nie można wykluczyć, że zostanie przekroczony. Jednocześnie rząd nie podjął w zasadzie żadnych działań, aby ograniczyć najbardziej kosztowne programy socjalne na czele z „800+” (roczny koszt to ponad 60 mld zł). Nawet zaś gdyby jakieś zmiany chciał tu wprowadzić, np. ustalając kryterium dochodowe, to musiałoby się to wiązać ze zmianami w Ustawie o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci, które niemal na pewno zostałyby zablokowane wetem prezydenta.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
