Nie jestem zwolennikiem Ukrainy, tym bardziej Rosji. Jestem zwolennikiem prawdy, uczciwości i odpowiedzialności. Jako obywatel świata, który przez całe życie przekraczał granice, poznawał różne kultury i walczył o ochronę naszego wspólnego domu – planety Ziemi – nie potrafię patrzeć na wojnę inaczej niż jak na klęskę człowieczeństwa. Każda wojna oznacza cierpienie niewinnych ludzi, śmierć młodych, zniszczenie dorobku pokoleń i triumf nienawiści nad rozsądkiem.
Są decyzje polityczne, które wzbudzają powszechne oburzenie i otwierają stare rany. Taką powziął prezydent Wołodymyr Zełenski, nadając jednej z jednostek specjalnych imię „Bohaterów UPA”, symbolu walki o niepodległość. Trudno zrozumieć, dlaczego teraz, gdy Ukraina prowadzi egzystencjalną walkę z Rosją i potrzebuje wsparcia swoich najbliższych partnerów, prezydent zdecydował się na tak niepojęty gest. W tym miejscu warto wspomnieć, że nie zawsze potrafił on podziękować swojemu najwierniejszemu sąsiadowi za bezgraniczne wsparcie.
