Wedle obiegowej opinii Orson Welles był twórcą jednego filmowego arcydzieła – „Obywatela Kane’a” – a potem już do końca życia próbował dorównać legendzie, którą sam stworzył. Prawda jest inna – wśród jego kolejnych filmów znajdziemy dokonania wybitne, takie jak „Wspaniałość Andersonów” czy „Dotyk zła”. A wśród tych innych wybitnych dokonań osobne miejsce zajmuje film „Proces”, który po raz pierwszy trafia w Polsce do dystrybucji kinowej. W czasach PRL pokazywany był jedynie w Dyskusyjnych Klubach Filmowych i na nielicznych przeglądach. W tym przypadku mamy więc do czynienia nie z repremierą, jak zaczęto określać wprowadzenie ponowne na duże ekrany dawnych hitów, lecz po prostu z premierą.
Już po śmierci Orsona Wellesa filmowcy zafascynowani jego opus magnum kręcili na różne sposoby opowieści o największej, jak uważano, bitwie jego życia, czyli kręceniu filmu „Obywatel Kane”. Tak było w filmie „Obywatel Welles” („RKO 281”) czy w wyprodukowanym przez Netflixa filmie „Mank” (o scenarzyście „Kane’a” – Hermanie J. Mankiewiczu). Tymczasem sensacyjne fabuły dałoby się nakręcić o kulisach powstawania także innych filmów Wellesa. Również o kręceniu „Procesu”.
Kłopoty finansowe na planie
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
