"Zakład nadal nie działa". Sadowy znów o polskiej firmie

"Zakład nadal nie działa". Sadowy znów o polskiej firmie

Dodano: 
Mer Lwowa Andrij Sadowy
Mer Lwowa Andrij Sadowy Źródło: PAP / Vitaliy Hrabar
Sprawa polskiej firmy, która nie otrzymała od władz Lwowa zapłaty za wykonaną pracę poróżniła polityków.

95 proc. gotowości inwestycji i nagła blokada. Polska firma Control Process została bez dostępu do budowy we Lwowie, mimo tego, że wygrała wszystkie procesy arbitrażowe. Rzecz dotyczy wartej niemal 40 milionów euro inwestycji, która – jak wskazuje przedsiębiorstwo – jest już prawie ukończona, ale została nagle zablokowana przez stronę ukraińską. Według polskiej spółki, miasto Lwów ma zalegać z płatnościami na poziomie ok. 10 mln euro, a łączna wartość sporu jest znacznie wyższa.

Sprawa nabrała rozgłosu i zaczęła być przedmiotem sporów między politykami. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski zamieścił w sieci wpis, w którym skomentował doniesienia o podpisaniu przez Lwów sześciu kontraktów z zagranicznymi podmiotami. Wśród nich nie znalazła się żadna firma z Polski. Szef MSZ orzekł, że "może to i lepiej bo polska firma, która zbudowała we Lwowie spalarnię śmieci długo nie może doczekać się zapłaty".

Sadowy odpowiada Sikorskiemu

Na post ministra zareagował mer Lwowa. Andrij Sadowy ponownie przekonywał, że problemy z dokończeniem inwestycji wynikają rzekomo z błędów polskiego przedsiębiorstwa. Polityk napisał, że Control Process "zarobiła we Lwowie ponad 30 mln euro", ale "zakład, który zgodnie z umową miał zostać ukończony w 2023 r., nadal nie działa". Co więcej, polska firma miała, zdaniem mera miasta, nie wywiązać się z umów także z innymi samorządami.

"Proszę zapytać o opinię polskie samorządy w Jarocinie, Kole, Starachowicach, Łowiczu. Rozumiem, że broni Pan polskiego interesu i szanuję to. Ale tutaj nie chodzi o relacje polsko-ukraińskie. Chodzi o jakość wykonania, dotrzymanie terminów i odpowiedzialność za publiczne pieniądze Lwowa. Dla mnie pochodzenie wykonawcy w tym przypadku nie ma żadnego znaczenia. Liczy się tylko jedno – żeby dobrze wykonał swoją pracę" – napisał.

W odpowiedzi Sikorski wskazał, że mer Lwowa powinien uznać wyroki sądów arbitrażowych, które kilkukrotnie wskazywały, że to polska firma ma rację w sporze z miastem.

"Najlepszą formą promocji biznesu w swoim kraju jest rzetelne traktowanie tych, którzy już robią tam biznesy" – napisał.

Sadowy nie dawał jednak za wygraną. Stwierdził, że "nie istnieje żaden «wyrok sądu arbitrażowego»", o którym pisał Sikorski. Osoby, które podały mu taką widomość miały, zdaniem mera Lwowa, wprowadzić ministra w błąd.

"Rozumiem, że Minister Spraw Zagranicznych nie ma obowiązku znać wszystkich szczegółów sporów gospodarczych z udziałem polskich firm za granicą. Ale osoby, które przygotowały Panu informacje w tej sprawie, oddały Panu bardzo złą przysługę" – napisał.

Czytaj też:
Bank Światowy podał kwotę. Odbudowa Ukrainy pochłonie fortunę
Czytaj też:
Sadowy odpowiada Kaczyńskiemu: Najwyższy czas skierować sprawę do sądu

Opracował: Marcin Bugaj
Źródło: X
Czytaj także