Uwagi obserwatorów nie uszła nuta wzruszenia w głosie odchodzącego premiera. Nie zapisano mu jej jednak na plus. Zdaniem komentatorki tygodnika „Spectator” to właśnie po trosze pokazuje, dlaczego poniósł porażkę: najważniejsze powinny być dla niego sprawy kraju.
Gdyby w tym krótkim wystąpieniu Starmer miał zawrzeć rzeczowy bilans swych rządów, cóż mógłby powiedzieć? Że po prawie dwóch latach od chwili, gdy Partia Pracy wróciła do władzy, Brytyjczykom żyje się gorzej? Że koszty utrzymania bardzo wzrosły? Że przedwyborcze obietnice, w myśl których laburzystowski rząd nie będzie podnosić podatków, szybko poszły w niepamięć? Że nie zahamowano napływu imigrantów? Że przez ich masową obecność na ulicach jest coraz bardziej niebezpiecznie?
Starmerowi zaszkodziły również skandale, których bohaterami byli jego współpracownicy. W tych sprawach obciążał go tylko grzech zaniedbania, bo jemu samemu nikt nigdy nie zarzucił nieuczciwości ani złej woli.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
