Od samego początku kampanii prezydenckiej w 2024 r. Donald Trump wielokrotnie obiecywał zakończyć wojnę Rosji z Ukrainą „w ciągu 24 godzin” poprzez zdecydowaną akcję dyplomatyczną. Przedstawiał się jako skuteczny negocjator, który osiągnie to, czego nie udało się poprzednim administracjom. Jednak w połowie 2026 r. polityka Białego Domu ujawnia wyraźny ciąg sprzeczności: publiczne deklaracje szybkich negocjacji współistnieją z dalszym wsparciem militarnym dla Ukrainy, wznowieniem presji sankcyjnej na Rosję oraz współgraniem z niektórymi europejskimi sojusznikami, którzy ewidentnie dążą do głębszej eskalacji. Szczyt w Anchorage z sierpnia 2025 r., niegdyś przedstawiany przez niektórych w Moskwie jako przełom, został nawet przez rosyjskich przywódców określony jako niewiele więcej niż pokazówka.
Dwa lata temu Trump był jednoznaczny. Krytykował podejście administracji Bidena jako nieodpowiedzialne finansowo i strategicznie błędne, argumentując, że miliardy dolarów pomocy nie przyniosły zwycięstwa Ukrainie i że tylko silne przywództwo może zmusić obie strony do stołu negocjacyjnego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
