Pierwsza tura wyborów prezydenckich we Francji odbędzie się 18 kwietnia, a druga 2 maja. Zgodnie z ostateczną decyzją sądu, liderka obozu prawicowego Marine Le Pen mogła będzie kandydować. Wobec tego Zjednoczenie Narodowe powraca do pierwotnego scenariusza wedle którego Le Pen ma zostać prezydentem, a Jordan Bardella – który w razie sądowego zakazu miał ją zastąpić – jest przymierzany w przyszłości do funkcji premiera.
W rozmowie na kanale YouTube Do Rzeczy Olivier Bault z Instytutu Ordo Iuris i publicysta "Do Rzeczy" mówił o sytuacji na francuskiej scenie politycznej w kontekście przyszłorocznych wyborów. Jak powiedział zajmujący się francuską polityką publicysta, widać wyraźnie, że większość Francuzów źle ocenia obecne lewicowe rządy tak zwanych liberałów, biednieje i dostrzega słabnące bezpieczeństwo, co sprawia, że rośnie perspektywa poważnej zmiany systemowej.
Czy system wymyśli kogoś "nowego" na Le Pen?
Prowadzący Jerzy Karwelis zapytał, kogo wystawi rządzący od dziesięcioleci system, aby ponownie zablokować kandydatce prawicy drogę do prezydentury. Czy jest w stanie wymyślić i przedstawić kogoś jako "nowego".
Bault przypomniał, że jako rzekomo nowego mainstream przedstawiał Francuzom Emmanuela Macrona, ale tym razem tego typu operacja będzie trudniejsza. – Wybory mamy w kwietniu przyszłego roku, czyli za niecały rok i na razie nie widać, żeby system kogoś wystawił – powiedział. – Wystawienie Macrona to było jedno wielkie oszustwo, bo przedstawiono go jako orędownika wielkiej zmiany, jako kogoś nowego. A on przecież był socjalistą, był w Partii Socjalistycznej. Najpierw był doradcą ds. europejskich prezydenta u Hollande'a, a później był ministrem gospodarki w lewicowym, socjalistycznym rządzie – przypomniał.
– Później zrezygnował, zaczął kandydować i został przedstawiony jako ten nowy człowiek, a jednocześnie prowadzono bardzo brudną kampanię, gdzie złamano wszelkie standardy praworządności przeciwko kandydatowi centroprawicy, który zaczął się pokazywać jako konserwatysta. Rządził przez wiele lat jako premier pod Nicolasem Sarkozym. Mówię o François Fillonie – kontynuował. – I tutaj współpraca Pałacu Elizejskiego z pewnymi sędziami o poglądach lewicowych i z pewną prasą lewicową pozwoliła bardzo szybko wytoczyć mu sprawę, organizować przecieki do prasy. Na skutek tego ten murowany zwycięzca według sondaż z 2017 roku, przegrał wybory, odpadł już w pierwszej turze. I dzięki temu Macron mógł być tym, który zbierał głosy przeciw Le Pen – powiedział Bault.
Już nie wszystkie media są lewicowe. Bault: To dużo zmienia
Karwelis zapytał, czy nie będzie tak, jak bywało m.in. w Polsce, kiedy pojawiały się „gwiazdy ostatniego momentu”, które zanim otworzą usta mają kilkanaście procent poparcia w sondażach.
– Nie jestem przekonany. Raczej jest mało czasu – powiedział Bault. – Poza tym system we Francji już nie jest taki jednolity. I to widać bardzo wyraźnie na przykładzie mediów – dodał.
Jak tłumaczył, jeszcze w 2017 roku media mainstreamowe, duże portale, telewizje, dzienniki, tygodniki, były z jednej stajni. Władała nimi grupa około dziewięciu oligarchów. Z kolei media publiczne jeśli chodzi o poglądy są od lewicy do skrajnej lewicy, powiedział Bault, przywołując słowa Marine Le Pen. Jednak jeden z potężnych oligarchów, właściciel największej obecnie telewizji informacyjnej CNews Vincent Bolloré wyłamał się i pokazał Francuzom inny przekaz niż establishment.
– Także media francuskie wciąż przeważnie są lewicowe, ale już nie jednolicie lewicowe i to dużo zmienia – powiedział publicysta.
Zachęcamy do obejrzenia całej rozmowy z Olivierem Baultem na kanale Do Rzeczy.
Czytaj też:
Jak Le Pen pójdzie w drugiej turze? Dobre wieści dla obozu prawicy
