Minister obrony Litwy Robertas Kaunas wskazał, że w ostatnich miesiącach konflikt na Ukrainie nie układa się po myśli Władimira Putina. Ukraińskie drony regularnie atakują infrastrukturę krytyczną wroga, niszcząc rafinerie i inne obiekty. Postępy wojsk rosyjskich na froncie są minimalne, a na niektórych odcinkach Rosjanie muszą nawet wycofywać się pod naporem Ukraińców. Z tego powodu, Moskwa może szykować wobec Polski prowokację.
– Wojna na Ukrainie nie przebiega zgodnie z planami Rosji, (...) a dziś wybuchy rozbrzmiewają w samej Rosji, występują niedobory paliwa (...). Społeczeństwo rosyjskie już teraz kwestionuje reżim Kremla, pytając, dlaczego tak się dzieje i gdzie jest obiecane zwycięstwo – powiedział Kaunas.
– Putin potrzebuje nowej eskalacji, nowego zwycięstwa, a region bałtycki, Polska, jest w tym przypadku najbliższym celem – dodał szef litewskiego MON.
Kolejne ostrzeżenie
Słowa Kaunasa to kolejna wypowiedź, która ostrzega przed możliwymi nieprzyjaznymi działaniami Rosji wobec Polski. Litewski prezydent Gitanas Nauseda stwierdził niedawno, że medialne doniesienia o zamiarach Kremla są wiarygodne.
– Docierają do nas takie sygnały z naszych służb. Nie identyfikują one jednoznacznie miejsca ani czasu, ponieważ po prostu nie da się ich określić. My znamy jedynie samo planowanie lub cel – powiedział.
Pierwsze informacje o możliwych rosyjskich prowokacjach pojawiły się pod koniec czerwca. Onet, powołując się na źródła związane z polskimi służbami, informował o ryzyku ograniczonej prowokacji militarnej wobec Polski.
3 lipca brytyjski "The Telegraph" podał, że Stany Zjednoczone ostrzegły Polskę przed możliwością rosyjskiej prowokacji. Wśród analizowanych scenariuszy wymieniano ataki dronów lub rakiet na infrastrukturę krytyczną, uderzenia w obiekty energetyczne, działania hybrydowe przy granicy, a także ograniczone wtargnięcie rosyjskich lub białoruskich żołnierzy na terytorium Polski.
Czytaj też:
Polskie samoloty przechwyciły rosyjskie nad Bałtykiem. "Agresywna obserwacja" Czytaj też:
"Kolejna rosyjska prowokacja". Wicepremier zabrał głos
